Agonia Syrii

Posted: 07/05/2013 in Uncategorized
Ostatnio świat obiegła informacja o zamachu terrorystycznym w Bostonie. Zginęło kilka osób i kilkadziesiąt odniosło rany. Od tygodnia temat ten nie schodzi z pierwszych stron gazet i z ekranów telewizyjnych. Pełno komentarzy i współczucia ofiarom. I dobrze, że takie sprawy poruszają opinię społeczną.
W kontekście tych wydarzeń  warto wspomnieć o innym świecie, gdzie też trwa tragedia, a mianowicie o wydarzeniach w Syrii. Wielka szkoda, że tym sprawom tak nie wiele uwagi poświęcają media. To co tam się dzieje to już zakrawa na ludobójstwo.
Przed paroma laty zwiedziłem ten piękny, spokojny kraj. Dziś, niestety, taki kraj już nie istnieje. Wiele miast leży w gruzach. Setki tysięcy mieszkańców utraciło życie. Miliony uciekinierów koczują w obozach Turcji czy Jordanii. W obozach tych pod namiotami żyje w straszliwych warunkach sanitarnych ogromna ilość ludzi. Pomoc humanitarna, która tam dociera, jest kroplą w morzu potrzeb i istnieje groźba epidemii. USA w końcu odezwały się na potrzeby Syrii i wydzieliły 250 mln dolarów pomocy. Brzmi to jednak jak kpina z cierpień narodu, bowiem pomoc przeznaczona jest nie dla ofiar tragedii, lecz dla tzw. powstańców. Ciśnie się pytanie: O co tu chodzi? Czyżby kraj słynący z demokracji, wielkich swobód obywatelskich i dobrobytu, za jaki uchodzą Stany Zjednoczone, za wszelką cenę pragnie unicestwić dobrze prosperujące i nikomu nie zagrażające państwa arabskie. Pomijam tu Afganistan, myślę o państwach basenu Morza Śródziemnego. Niedawno zburzono Libię. Kraj, w którym opieka socjalna państwa nie miała sobie równych na świecie. Analogicznie postąpiono z Egiptem. Już od miesięcy trwa tam rewolta społeczna i nie widać jej końca. Wcześniej rozprawiono się z Irakiem. Wymyślono motto – kraj zagraża pokojowi na świecie. A ten kraj, pomimo wieloletniej wojny z Iranem, budował fabryki, autostrady, rozwijał rolnictwo. Około miliona obcokrajowców miało w tym kraju zatrudnienie, w tym ok. 40 tysięcy Polaków. Byłem wśród nich i to przez wiele lat. Tego kraju również już nie ma. Po dwóch wojnach z udziałem sił międzynarodowych, kraj leży w gruzach i nadal trwa tam wojna domowa.
Kiedyś wojny prowadzone były z zamiarem podboju terytorium, zawładnięcia bogactwami. Dziś praktycznie nikogo nie interesują bogactwa Libii czy Iraku. Sabotaż i zamachy terrorystyczne robią swoje. Kto zaryzykuje podejmować pracę w takich krajach.
A Syria? Być może nie wszyscy wiedzą, że Syria to kolebka chrześcijaństwa. Tu po raz pierwszy wyznawców Chrystusa zaczęto nazywać chrześcijanami. Monastycyzm zrodzony w pustyniach Egiptu, w Syrii przeżył swoją duchową wiosnę. Tu zaistniała szczególna forma ascetyzmu – słupnictwo. Anachoreci wdrapywali się na wolnostojące skały, przykuwali się do nich łańcuchami i pogrążeni w modlitwie spędzali w takich warunkach dziesiątki lat paleni w dzień słońcem, a w nocy chłodem pustyni. Tak spędził niemal całe swoje życie św. Szymon Słupnik. Ruiny czterech wczesnochrześcijańskich świątyń, stanowiących niegdyś jeden unikalny kompleks, z resztkami skały św. Szymona, wprawiają do dziś w osłupienie przybysza.
To nie przypadek, że monastycyzm syryjski niektórzy porównują do śmierci męczeńskiej w okresie prześladowań za wiarę. Część monasterów zachowała się do naszych czasów. Do takich należy monaster św. Tekli z I w. Uchodzi on za najstarszy chrześcijański monaster na świecie. Święta była uczennicą apostoła Pawła. Podanie głosi, że uratowała ją przed prześladowcami skała, która rozstąpiła się i ukryła ją w szczelinie. Do dziś zmierzający do jej monasteru pielgrzymi przeciskają się przez tę szczelinę w skale. W monasterze tym przez dwa lata mieszkał św. Grzegorz Teolog. Niedaleko stąd jest monaster Seydnae założony przez cesarza Justyniana 1500 lat temu. W monasterze tym jest niezwykły skarb – ikona Matki Bożej, przed którą dzieje się wiele cudów. W szczególności małżeństwa bezdzietne po modlitwach przed ikoną otrzymują dar posiadania dzieci. To przed tą ikoną doznało wielkiego cudu małżeństwo islamskie z Arabii Saudyjskiej, o którym mówił o. Gabriel z Atosu. (Szczegóły tego zadziwiającego zdarzenia można przeczytać na mojej stronie internetowej p.t. „Wielki cud w Syrii”).
Pielgrzymom pokazują również niezwykłą jaskinię, w której doszło do zabójstwa Abla przez jego brata Kaina. Jaskinia ma kształt otwartych ust i jest przerażająca. Odwiedzał tę jaskinię również praojciec Abraham, w swojej wędrówce do ziemi Kanaanu.
W pobliżu znajduje się miejsce objawienia się Chrystusa Szawłowi w jego drodze do Damaszku w celu tępienia chrześcijan. Zachował się także dom Ananiasza, który ochrzcił Szawła, nadając mu imię Paweł. Jest też mur, przez który spuszczono na linie św. Pawła, gdy uciekał od swoich prześladowców.
A oto wypowiedź dziennikarza z Rosji, który odwiedził Syrię tuż przed wybuchem konfliktu zbrojnego: Widzieliśmy przyjazny, otwarty kraj, w którym antyczność przeplata się ze współczesnością , gdzie pokojowo współistnieją różne religie i obyczaje. Na ulicach Damaszku można spotkać kobiety ubrane od stóp do głów w czarny welon, a tuż obok nowoczesne dziewczyny w dżinsach z odkrytą głową. I nikt nikogo nie potępia. W pamięci pozostał zapach starego rynku w Damaszku, gdzie piętrzą się piramidy kolorowych owoców, warzyw i przypraw oraz rzędy sklepów ze srebrną i złotą biżuterią. Damaszek stał się wielką metropolią. Miasto piękne, posiadające wiele zabytków i zieleni.
Historia jest tu żywa, jej oddech jest odczuwalny wszędzie. Meczet Umajjadów z VII w. który przez sto lat był domem modlitwy zarówno muzułmanów jak i chrześcijan. Znajduje się w nim kaplica św. Jana Chrzciciela, w której jest część głowy świętego. Sam meczet był niegdyś wielką bazyliką św. Jana.  Jej architektura jest niemal identyczna  jak bazyliki św.Dymitra w Salonikach.
W Damaszku znajduje się siedziba jednego z najstarszych patriarchatów prawosławnych. Zachował on historyczną nazwę Patriarchatu Antiocheńskiego,  pochodzącej od dawnej siedziby w Antiochii.
Syria, łącznie z Palestyną i Irakiem, tworzy region tzw. półksiężyca.        W krajach tych w użyciu był język aramejski, w którym   także nauczał Jezus Chrystus.  Chrześcijanie w Syrii nadal posługują sie tym  starożytnym językiem.
Na zachód od Damaszku istnieje bardzo dobrze zachowany zamek krzyżowców Krak des Chevalier, jako trwały dokument niegdyś panujących tu rycerzy. W samym Damaszku jest grobowiec Saladyna, który spowodował, że tereny te na zawsze opuścili krzyżowcy. Nie sposób nie wspomnieć legendarnego miasta Palmira, położonego na wschodnich rubieżach Syrii. Do dziś stoi tu las wysokich kolumn jako pozostałość wielkiego bogatego miasta. Kres jego istnienia położyły legiony rzymskie.
W Syrii do niedawna żyły w niezwykłej symbiozie mahometanie, stanowiący niewątpliwie większość, i wiele konfesji chrześcijańskich – prawosławni, jakobici, Kopci, maronici, katolicy, protestanci. Dziś świat ten został zburzony, a szczególnie chrześcijanie znaleźli się na celowniku przeróżnych band. Wiele świątyń chrześcijańskich zostało zburzonych. Legł w gruzach także 1000-letni minaret w meczecie w Aleppo. Wojna trwa już od kilku miesięcy i nie widać jej końca. Przeciwnie, powstańcy rekrutujący się głównie z elementów obcych, dostają wsparcie zarówno z USA jak i zaprzyjaźnionych ze Stanami państw islamskich – Kataru czy Arabii Saudyjskiej. Możliwość łatwego, choć ryzykownego zarobku z funduszy USA, przyciąga do Syrii wielu młodych, często zdegenerowanych ludzi. Watahy ich pustoszą dziś niegdyś spokojny kraj. Ginie bardzo wielu ludzi. Media podają, że zginęło w tym kraju już 70 tysięcy ludzi. Ich działaniami steruje ta sama siła, która zniszczyła Libię, Egipt, Irak, nazywając to perfidnie „wiosną arabską”. Wygląda na to, że upadek Syrii jest już tylko kwestią czasu.
Rząd Syrii, jak każdy rząd totalitarny, nie należy do ideałów. Ale na Wschodzie, co do zasady, nie może być demokracji w rozumieniu europejskim, czy amerykańskim. Bliski Wschód zamieszkuje cywilizacja szczególna, wykształcona w środowisku tradycyjnym, islamskim, dla której Koran jest nie tylko źródłem wiary, ale może przede wszystkim źródłem prawa. Dlatego kraje te do niedawna rządzone były tzw. silną ręką. Zapewniało to spokój wewnętrzny i bezpieczeństwo narodu. Na przykładzie Iraku widzimy, że po upadku Saddama do chwili obecnej w kraju panuje chaos i terror. A niegdyś w nocy można było bezpiecznie spacerować ulicami miast.
W przepowiedniach dotyczących czasów apokaliptycznych jest mowa, że nawet niezależny świat islamu padnie. Ludzie sterujący losami świata doprowadzą do takiego stanu i upodlenia narodów, że wszyscy uznają antychrysta za boga z nadzieją, że zapewni im dobrobyt. Wszystko wskazuje na to, że ten scenariusz realizuje się na naszych oczach.
Komentarze
  1. Chris Egg II pisze:

    W sumie poczynania Stanów Zjednoczonych są dosyć niezrozumiałe. Z jednej strony walczą „o demokrację i wolnoć uciśnionych”, a z drugiej widocznie robią sobie nowych wrogów, no bo kim są ci „wojownicy o wolność”? Przecież to są muzułmańskie bojówki! Tacy ludzie prost mówią o zniszczeniu świata zachodniego, którego jednym z symboli jest chrześcijaństwo.
    Wszystko się zaczęło się tuż po II wojnie światowej, kiedy to wybuchła wojna koreańska. Zarówno ZSRR, jak i USA musiały pokazać swoją siłę, wspierając swoich koreańskich sojuszników. Chociaż patrząc na obecne wydarzenia, to może i lepiej, że USA pomogło południu…
    Później zaczęli się bawić na Półwyspie Indochińskim. Nie rozumiem, po kiego Amerykańce się tam pchali. To nie była ich wojna, ale kolejny raz urządzili sobie z sowietami pokaz sił. Walka z komunizmem? Piękne hasło, tylko szkoda, że jednocześnie popierali komunistyczny reżim w sąsiedniej Kambodży, z Pol Potem na czele, który wyrezał 20%-25% ludności całego kraju! Nawet Stalin nie dał rady wybić 1/4 swoich mieszkańców.
    Następne szerzenie „pokoju i wolności” odbyło się w Afganistanie, podczas radzieckiej interwencji przeciwko Mudżahedinom. Ci ludzie w imię wiary dopuszczali się aktów bestialstwa, ale to nie przeszkodziło naszym kochanym USAńczykom ich wesprzeć. A najlepsze jest to, że jednym z przywódców amerykańskiego sojusznika był niejaki Usama ibn Ladin (bardziej znany jako Osama bin Laden). Czyli sami sobie wyhodowali wroga, którego najpierw wyposażyli w broń, a później przykładnie się pozbyli.
    Związek Radziecki upadł, więc skończył się wyścig zbrojeń. A czy Amerykanie sobie coś z tego zrobili? NIE! Nadal bawią się w bohaterów „wyzwalając” narody i piorąc mózgi swoim obywatelom. No ale najwyraźniej Korea się już znudziła, Wietnamczycy ich pogonili, a w Afganistanie przyczynili się do takiego syfu, że bali się tam pokazać, więc teraz przyszła pora na kraje arabskie…
    Najpierw Irak, przeciwko któremu podjudzili inne kraje arabskie. Nawet Afganistan wysłał swoje wojska. Później zaatakowali znowu, bo jak widać nie zaprowadzili wystarczającego chaosu. Oczywiście jako powód wymyślili sobie broń dalekiego zasięgu. Od razu spora część państw europejskich jak jeden mąż wysłała wsparcie na ten bandycki wypad. Chyba tylko ślepcy nie zauważyli, że to nie broń była przyczyną, a ropa. Po ich interwencji nastał taki „pokój i harmonia”, że nawet nie wiadomo kto jest u władzy.
    Potem przyszedł czas na porachunki z ich serdecznymi przyjaciółmi z Afganistanu. Najpierw uznawali ich za swoich, bo walczyli z sowietami, a kiedy tylko przestali im być przydatni, to zobaczyli w ich wrogów. Oczywiście po raz kolejny ich pomoc narobiła więcej szkód niż pożytku.
    No i w międzyczasie nawet trafił się konflikt w Europie. Mniejszość Albańska tak się namnożyła Kosowie, że zaczęli stanowić większość, aby później zażądać pełnej niezależności. Wielki brat nie mógł przegapić takiej okazji do pokazania się także i tutaj. Tym razem jedynie jako „podmiot interweniujący”.
    A teraz to samo z Syrią. Kraj który słynął ze ojej tolerancji religijnej, nagle został zniszczony przez arabskich ekstremistów wspieranych przez rząd USA. Po czasie i oni będą musieli zostać wyeliminowani, bo na 100% ci partyzanci nie będą się ich słuchali.

    Dlaczego oni to robią? Przecież nie mają już godnych siebie przeciwników. Walką o demokrację też bym tego nie nazwał, bo zawsze po tym pozostaje niezły syf. Niebezpieczeństwo? Czym Afganistan mógł zagrozić? 30-letnim sprzętem? Mam wrażenie, że chodzi tutaj o względy ekonomiczne. Irak miał ropę, więc wiadomo, że można było na tym zarobić. Afganistan już nie. Ale miał skrajnych radykałów, którym trzeba było zamknąć usta, zanim zaczną wspominać o ich współpracy. A „wiosna ludów”? Myślę, że to były dla nich zwykłe ćwiczenia wojskowe. Taki paintball, tyle że na serio.

    A największa szkoda, że w to wszystko pcha się także Polska. Na co? Co jak co, ale to przecież Polacy powinni wiedzieć, co to znaczy być zabawką w rękach okupantów. 123 lata zaborów, 5 lat pod rządami faszystów i kolejne 50 pod butem ZSRR powinno wystarczyć, żeby zrozumieć ludzi z krajów, na które w ten sposób napada USA.
    A jeszcze gorsze są media, które bardzo widocznie kształtują myślenie o bieżących wydarzeniach na świecie. Chociażby i „arabska wiosna ludów”. Jeszcze po obaleniu ben Alego w Tunezji media wypowiadały się neutralnie. Dopiero podczas walk w Egipcie zaczęły władze arabskie nazywać „reżimami”, jakby to było na czyjeś polecenie. Taka sama sytuacja była podczas wojny domowej w Mali. Najpierw można było odnieść wrażenie, że wspierają niepodległościowe dążenia Tuaregów, aby później zacząć nazywać ich terrorystami z powiązaniami z Al-Kaidą. Co ciekawe zmienili zdanie wraz z ogłoszeniem poparcia Francji dla rządu Mali.

  2. Miki pisze:

    Polska to taki kraj w centrum Europy, który można utożsamiać z „pracującymi przy drogach obcokrajowcach”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s