Ekumeniści w natarciu. Atak na Esfigmen (WIDEO i FOTO)

Posted: 29/07/2013 in ekumenizm

Drodzy Bracia i Siostry,

Już drugi tydzień trwa policyjna blokada atoskiego Monasteru Esfigmenu.  Masoński patriarcha Bartłomiej wraz z heretykami zachodu wziął się za ostateczne siłowe przejęcie monasterskich budynków (w Karies) należących do atoskiego bractwa z monasteru Esfigmenu. Na na naszych oczach ekumeniści zdejmują maskę „ekumenicznej miłości” i niszczą tych, którzy otwarcie bronią naszego Świętego Prawosławia.

Ci mnisi wiele lat poświęcili modląc się za nas, za nasz wciąż upadający świat. Teraz oni proszą o naszą pomoc. Nie bądźmy znów obojętni. Wznieśmy swe gorące modlitwy za prześladowaną monasterską brać ze Świętej Góry Atos.

Prosząc Ihumenię Atosu – Przenajświętszą Bogurodzicę, aby otoczyła szczególną Opieką współczesnych mnichów-wyznawców.

Не имамы иныя помощи, не имамы иныя надежды, разве Тебе, Пречистая Дѣво. Ты нам помози, на Тебе надеемся, и Тобою хвалимся. Твои бо есмы раби, да не постыдимся.
.

Zdemaskowany agent który tydzień temu robił zdjęcia do dokumentacji i do planowanej akcji przejęcia monasteru.

Zdemaskowany agent który tydzień temu robił zdjęcia do dokumentacji i do planowanej akcji przejęcia monasteru.

.

We wtorek (23 lipca) policja zablokowała wyjścia.

We wtorek (23 lipca) policja zablokowała wyjścia.

.

.

.

.

.

.

.

.

A teraz rozbijają ścianę…


.

.
To między innymi tych mnichów-starców stara się wyrzucić na bruk patriarcha-ekumenista Bartłomiej…
.

.

.

Komentarze
  1. Wczorajszy poniedziałkowy atak mnichom udało się odeprzeć.

  2. Paweł Jerzy pisze:

    Niech Bogurodzica ma Ich w w swojej opiece

  3. Krzysiek000 pisze:

    Źle się dzieje, bardzo źle, skoro atakowani są najbardziej konserwatywni… Mnisi z pozostałych klasztorów powinni się za nimi wstawić, bo oni będą następni.

  4. Paweł Jerzy pisze:

    Link do ciekawego i przerażającego dla Prawosławnych artykułu „Patriarcha Bartłomiej krytykuje greckie anatemy przeciw papieżowi i ekumenizmowi”
    http://www.misyjnedrogi.pl/index.php/misje-misjonarz-news-wiadomosci-misyjne/454-patriarcha-bartlomiej-krytykuje-greckie-anatemy-przeciw-papiezowi-i-ekumenizmowi

  5. anyvip pisze:

    Bractwo Monasteru Esfigmenu tworzą starostylni (czyli nie uznający oficjalnej Cerkwi Greckiej oraz Patriarchatu Konstantynopola) prawosławni Grecy. Nie uznają oni władzy duchowej p.Bartłomieja manifestując swój sprzeciw wobec zdrady Prawosławia jakiej dopuszcza się;nie od dzisiaj zresztą,Fanar, co skutkuje nie wspominaniem imienia biskupa,tu patriarchy, podczas liturgii.Problem w tym,że bez biskupa nie ma pełni Cerkwi i wspominanie liturgiczne (modlenie się za…) jest bezwzględne.Bracia pytani kogo „pominajut” odpowiadają,że Bóg wie za kogo oni się modlą.Nie wiedzieć czemu robią z tego tajemnicę?Dziwić może również chłodny stosunek do pielgrzymów odwiedzających ten monaster w porównaniu z innymi monasterami św.Góry Atos co zauważyłem, pewnie nie tylko ja.Nie dziwi stosunek do hierarchii,która to kieruje daną Cerkwią ale czy można przekładać to na wiernych, zwykłych pielgrzymów?Tym bardziej,że to bractwo zelotów, dbających, jak sami twierdzą, o czystość wiary. To jeden koniec „kija”.Drugi to sposób rozwiązania problemu z I.M.Esfigmenu. Jeśli używa się siły,w tym przypadku policji czyli korzysta z poparcia władzy świeckiej,to świadczy to tylko źle o Patriarchacie.Z historii znamy wiele podobnych przykładów by wspomnieć chociażby prep.Teodora Studytę gdzie wojsko cesarza wydaliło całe bractwo z murów monasteru rozsyłając mnichów do innych wspólnot a ihumena skazując na banicję i zsyłając na jedną z wysp.Przy użyciu siły nie zaprowadza się porządku a już na pewno nie głosi się prawdy.Czyżby w Prawosławiu też istniała inkwizycja? Nie wiem czy Konstantynopol kiedykolwiek chciał rozwiązać problem poprzez szczere rozmowy? Wydaje mi się to niemal niemożliwe znając podejście do władzy biskupów wyższego szczebla, gdzie traktuje się podwładnych,tym bardziej prostych mnichów,jako niegodnych ich wysokich progów i rozmowy,rządzących twardą ręką uderzając nią donośnie pięścią w stół w celu zastraszenia co bardziej strachliwych.Nadużycia władzy znaleźć możemy w każdej lokalnej Cerkwi,niestety!Gdyby każdy miał czyste sumienie nie byłoby tylu problemów.I tu jest sedno sprawy.Ani p.Bartłomiej ani np.m.Sawa nie zdradzi jak są uwikłani,może zastraszani przez tych,którzy mają albo chcą mieć nad nimi władzę.Nie jest tajemnicą,myślę,że masoneria ma swe wtyki wszędzie,w Cerkwi też!
    ” Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”(Mk 13.13)

    • Problem w tym,że bez biskupa nie ma pełni Cerkwi i wspominanie liturgiczne (modlenie się za…) jest bezwzględne.Bracia pytani kogo “pominajut” odpowiadają, że Bóg wie za kogo oni się modlą. Nie wiedzieć czemu robią z tego tajemnicę?

      Rozmawiałem będąc w Esfigmenu z tamtejszymi mnichami. Według tradycji Atosu liturgicznie wspominać MOŻNA TYLKO patriarchę Konstantynopola. Wyjątkiem są sytuacje kiedy to dany patriarcha wpada w herezję, wtedy wg Tradycji i nauki Ojców Cerkwi, takiego patriarchę NIE MOŻNA wspominać.

      Od lat 70-tych monaster Esfigmenu po zerwaniu jedności z ówczesnym patriarchą Atenagorasem (Spyru), jest w jedności z tymi biskupami, którzy nie przyjęli nowego stylu i sami nie chcą być w jedności z herezją (ekumenizmem) i jej nosicielami (np. patriarchą Konstantynopola).

      Będąc u esfigmeńskich braci na nabożeństwach zauważyłem, że wspominają w ten oto sposób:

      Ὑπὲρ τοῦ ἀρχιεπισκόπου ἡμῶν… τοῦ τιμίου πρεσβυτερίου, τῆς ἐν Χριστῷ διακονίας, παντὸς τοῦ κλήρου καὶ τοῦ λαοῦ, τοῦ Κυρίου δεηθῶμεν.

      Tłum. na cerkiewnosłowiański:

      О архiепископѣ нашемъ… честнемъ пресвитерствѣ, во Христѣ дiаконствѣ и о всемъ притче и людѣхъ Господу помолимся.

      Tam, gdzie są kropki powinno być imię danego patriarchy (tytularnego arcybiskupa miasta Konstantynopol). W Monasterze Esfigmenu w tym miejscu jest krótka pauza/cisza, po której kapłan wygłasza dalszą część.

      Zapytałem mnichów jak rozumieć tą ciszę i brak imienia arcybiskupa. Odpowiedź była taka, że mnisi chcą we wszystkich detalach zachować atoską tradycję i dlatego nie aklamują imienia swego starostylnego hierarchy. Oraz, aby nie naruszyć rytu nabożeństwa i konieczności wspominania prawo prawiącego hierarchy imię greckiego starostylnego arcybiskupa Aten (obecnie arcybiskupem jest Kallinik Sarandopulos) wspomina się po cichu (szeptem). Jest jeszcze i trzeci powód. Według atoskiego Ustawu usunąć mnichów na polecenie patriarchy można jeśli ci naruszą Ustaw. Stąd przez ponad 40 lat patriarchowie-ekumeniści nie mogli znaleźć prawnego sposobu na usunięcie esfigmeńskich mnichów z Góry Atos.

      Dziwić może również chłodny stosunek do pielgrzymów odwiedzających ten monaster w porównaniu z innymi monasterami św.Góry Atos co zauważyłem, pewnie nie tylko ja.

      Moje spostrzeżenia odnośnie gościnności w monasterze Esfigmenu są wprost przeciwne. Przemierzyłem całą górę Atos i nikt nie przyjął mnie tak dobrze jak właśnie w tym monasterze. W innych czułem się jak turysta, a w Esfigmenu jak prawdziwy pielgrzym. Trzeba zauważyć, że oprócz Diochiaru reszta monasterów jest nastawiona na turystów (mają z nich pieniądze od rządu Grecji). Do tego dochodzi możliwość spędzenia w monasterze tylko jednej doby. W Esfigmenu przyjęto mnie jak brata i zezwolono zostać na tyle ile będę chciał. Nawet nie prosiłem o możliwość zostania kolejnej doby, – oni sami zaproponowali mi zostać jeszcze kilka dni. Wieczory spędzałem z niektórymi braćmi na długich duchowych rozmowach. Miąłem nawet możliwość pomóc jednemu z posłuszników przewieźć drewno do kuchni. Dużo tego drewna było 🙂 Oprócz mnie byli tam też pielgrzymi z Rosji (Moskwy, Czukotki) i z Salonik. Gdy opuszczałem monaster to dwaj bracia, bojąc się że zagubię się w drodze do Karies (są pozakładane zasiekami) odprowadzili mnie jakieś 5 kilometrów.
      Trzeba też zrozumieć, że atoskie monastery to nie hotele dla turystów, lecz miejsce zbawiania się braci. Wśród tłumu przyjeżdżających na Atos mężczyzn, tylko mała część z nich przyjeżdża tam w celach duchowych. Taka jest niestety smutna prawda… Przykładów profanacji i bluźnierstw od atoskich turystów jakich doświadczyłem na własne oczy mogę przywołać wiele.
      Nie dziwi mnie często spotykana niechęć atoskich mnichów do rozmów z turystami. W końcu turyści najczęściej naruszają mniszy spokój duchowy. Dlatego starałem się nie nękać swoją obecnością mnichów-pustelników żyjących w Karulii itp. Trzeba i ich zrozumieć.

      Nie dziwi stosunek do hierarchii,która to kieruje daną Cerkwią ale czy można przekładać to na wiernych, zwykłych pielgrzymów?Tym bardziej,że to bractwo zelotów, dbających, jak sami twierdzą, o czystość wiary. To jeden koniec “kija”.

      Odwiedzając monaster Esfigmenu trzeba zdawać sobie sprawę, że jeśli nie jest się w nieekumenicznej Cerkwi, to nie ma co podchodzić do Czaszy. To znaczy jeśli nie przyniosło się pokajania za jedność z herezją (ekumenizmem) – co jest grzechem, to tamtejsi mnisi nie pozwolą przystąpić z nimi do wspólnej Czaszy. To nie ich wymysł, czy jakieś tam widzimisię. Tak uczą Ojcowie Cerkwi i ci mnisi tego przestrzegają. Tak samo było i jest na przykład w parafiach Rosyjskiej Zagranicznej Cerkwi Prawosławnej. Szczególnie po 1983 roku i rzuceniu przez zagranicznych biskupów anatemy na ekumenizm.

      Nie wiem czy Konstantynopol kiedykolwiek chciał rozwiązać problem poprzez szczere rozmowy?

      Nigdy. Niestety zresztą dla Prawosławia…

      Ani p.Bartłomiej ani np.m.Sawa nie zdradzi jak są uwikłani,może zastraszani przez tych,którzy mają albo chcą mieć nad nimi władzę.Nie jest tajemnicą,myślę,że masoneria ma swe wtyki wszędzie,w Cerkwi też!

      Wątpię, aby byli oni zastraszani. To raczej żądza chęci władzy i wpływów. W niektórych wypadkach część hierarchów to zwyczajnie ateiści.
      Dziś masoni nie muszą już się tak ukrywać. Przykład z naszego podwórka – abp Abel (Popławski) honorowy Rotarianin….

  6. Eliasz pisze:

    Latem zeszłego roku miałem tę wielką łaskę pielgrzymować po raz pierwszy po Świętej Górze Atos razem z z moim pełnoletnim synem który jest rzymskim-katolikiem. Mieszkaliśmy trzy dni blisko monasteru Esfigmenu – w monasterze Serbskim, a syn koniecznie postanowił odwiedzić Esfigmenu.

    Wiedząc o prześladowaniach jakie spotykają nieustannie ten monaster ze strony ekumenistów, nie omieszkałem przestrzec go, iż może spotkać się tam z zimnym przyjęciem czy wręcz agresją – jak mi się wówczas wydawało. Ale młodzieńca ciągnęło tam chyba przez to wyjaśnienie jeszcze bardziej. Poszedł mimo wszystko.

    Kiedy wrócił opowiedział mi o życzliwości jakiej tam doświadczył, spotkany brat wyjaśnił drogę o którą pytał, obdarował mapką wyjaśniając szczegóły jak piechotą dojść do stolicy Karies i nie zabłądzić. Wątpię iżby nie został „rozpoznany” jako rzymski katolik, gdyż po samym wyglądzie mnisi na Atosie bezbłędnie kilkukrotnie rozpoznawali jego konfesję. Co więcej kiedy wracał zobaczył sporą grupę Esfigmeńskich mnichów urobionych po pachy w zabrudzonych habitach przy ciężkiej pracy w polu, w spiekocie i pocie cieknącym po czołach. Powiedział że był tym widokiem ich bardzo ciężkiej pracy w polu bardzo poruszony. Ze względu na delikatność nigdy nie pytałem go o wrażenia z całej naszej pielgrzymki po Atosie, ale zdaje mi się, iż był to jedyny monaster w którym widok mnisiego znoju poruszył go pogłębi. Zobaczył tam monastyczne życie a nie kombinaty obsługujące tłumy przyjeżdżających i odjeżdżających autobusami pielgrzymów których liczebność zdaje się kilkakrotnie przewyższać ilość mnichów.

    Moje osobiste zaś spostrzeżenia z Atosu są takie: Unia Europejska próbuje wykończyć olbrzymimi inwestycjami, które remontują monastery na potęgę – wykończyć przyszłym dobrobytem i wygodami!

    Tyle uwag o rzekomej niegościnności monasteru.
    Pozdrawiam Eliasz

    • Dziękuję za komentarz.

      Zobaczył tam monastyczne życie a nie kombinaty obsługujące tłumy przyjeżdżających i odjeżdżających autobusami pielgrzymów których liczebność zdaje się kilkakrotnie przewyższać ilość mnichów.

      To też niestety smutna rzeczywistość współczesnego Atosu…

  7. brak pisze:

    Jeśli jet to wola Boża dlaczego się opierają?

  8. ratusz pisze:

    Czytam komentarz Eliasza i ubolewam bo pr awosławni na własne życzenie stają sie jeszcze mniejszą mniejszością, porzez ekumeniczne pozwolenie by ich dzieci były chrzczone w koscele rzymskokatolickim. ulegają presji innowierczego współmałżonka dla świętego spokoju, a trzeba powiedzieć otwarcie to bardzo ciężki grzech!!!!!!!
    ja też odwiedzałem ten klasztor 10 lat temu no i nawet kubka wody nie dostałem, mnisi powiedzieli mi że skoro jesem z polski to pewnie jestem rymskimkatolikiem na nic moje zapewnienia, moi znajomi też mieli takie problemy. ale może ludzie się zmieniaja i teraz jest lepiej

    • ratusz,
      Skąd wiesz kim jest Eliasz? Może to konwertyta, który sam w rodzinie niesie krzyż prawosławnej wiary.
      Nie oceniaj zbyt pochopnie ludzi których nawet nie znasz.

      Może zrobili to dla smirenija / wypróbowania lub coś powiedziałeś co ich uraziło? 🙂

      • Eliasz pisze:

        ratusz, PP ma rację,

        byłem rzymskim-katolikiem a moja pielgrzymka związana była z przyjęciem Świętego Prawosławia, które odbyło się w monasterze Hilandar, w trakcie owych trzech dni o których wspominam w moim wpisie. Chrzest odbył się zgodnie z kanonami: poprzez zanurzenie (miał miejsce w morzu). Przygotowania do niego trwały prawie rok, a przygotowania do konwersji, odnalezienie wiary prawdziwej w tym całym współczesnym ekumenicznym zamieszaniu lat kilka. Najbliższym prawosławnym miejscem, które udało mi się odnaleźć, które proponowało kanoniczne przystąpienie do Cerkwi, to właśnie G. Atos.

        Trafnie PP określił, iż przyjęcie prawosławnej wiary kiedy cała twoja rodzina, żona, synowie, przyjaciele, wszyscy bez wyjątku, wszyscy znajomi są rzymskimi katolikami. Co więcej są świadomymi rzymskimi-katolikami, zaangażowanymi, traktującymi chrześcijańską wiarę naprawdę serio i bardzo osobiście, szczerze kochającymi Chrystusa, trudzącymi się dla Niego, są też wspaniałymi ludźmi, a ja – już teraz jako prawosławny – nie dorastam im nawet do pięt.

        Kończę właśnie obszerne świadectwo (ok 360 stron) które przygotowałem właściwie głównie z myślą o tych wszystkich mi najdroższych, których w imię Prawdy musiałem duchowo opuścić, to jest wielkie cierpienie. Mam nadzieję iż w przeciągu miesiąca książka ukaże się w druku.

        PP. bardzo dziękuję za twój wielki trud związany z rzetelnym informowaniem o sytuacji w Esfigmenu, to co robisz jest bardzo potrzebne. Jesteś jedyną polską stroną informującą o tych wydarzeniach, to wielki honor, gdyż ze wszystkich stron -także w prywatnych rozmowach- słychać głównie pogardliwe: zeloci i raskolnicy! Ja całą sytuację śledzę bardzo nieudolnie i chaotycznie ale sumienie nie pozwalało mi milczeć -nawet gdyby racja nie była po ich stronie – Ludzie kochani to są mnisi którzy oddali swe życie Chrystusowi poprzez znój i wysiłek jakiego sobie nie wyobrażam. Co powiemy stając na Chrystusowym sądzie pytani, czym się zajmowaliśmy kiedy twoi bracia wyznawcy byli prześladowani przez swoich. Co oznacza milczenie pozostałych Atoskich Monasterów?. Myślę iż za kilka dziesiąt/set lat będą to kanonizowani wyznawcy nowego ekumenicznego jarzma! Chrystus powiedział: „Gorliwość o dom Twój pożera mnie”, a my (współcześni chrześcijanie przyznający się do Jezusa) mówimy pogardliwie „zeloci”.

      • Dziękuję za komentarz Panie Eliasz,

        Ja zawsze z dużym ukłonem odnoszę się do tych prawosławnych chrześcijan, którzy swoją wiarę nie nabyli w spadku, lecz wywalczyli przechodząc przez olbrzymie trudności z tym związane. Znam wielu takich prawosławnych i mam o nich tylko dobre zdanie.

  9. anyvip pisze:

    Nie chcę umniejszać zasług kogokolwiek z poszukujących Prawdy,prawdziwej wiary i Boga.Wydaje mi się PP,że zapominamy tu o najważniejszym, czyli o Bogu.Bo na te słowa ” którzy swoją wiarę nie nabyli w spadku, lecz wywalczyli przechodząc przez olbrzymie trudności”… sam Jezus Chrystus mówi:”Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”. (J 15,16).Kiedyś słyszałem(nie pamiętam dokładnie) taką oto historię.”W czasach nam współczesnych pewien Żyd, mieszkaniec Jerozolimy, miał widzenie, na jawie nie we śnie.W swoim pokoju, widział Chrystusa,który przywoływał go do Siebie,lecz on starał się nie zwracać na to uwagi.Widzenie powtarzało się kilkakrotnie.W końcu ów uczciwy i pobożny człowiek postanowił zapytać, kim jest i czego od niego chce zjawiająca się osoba.Usłyszał,że widzi przed sobą Jezusa Chrystusa,którego Żydzi odrzucili i którego on wyznaje swymi uczynkami,a Chrystus przywołuje go do Siebie tzn.by został prawosławnym chrześcijaninem z dwóch powodów.Przodkiem owego człowieka był kiedyś prawosławnym biskupem i nieustannie błaga Boga o jego nawrócenie i z powodu upadku duchowego i odstępstwa prawdziwych wyznawców Jezusa Chrystusa, Bóg powołuje do swego Kościoła innowierców i pogan.”Podobnych historii było więcej.Dla nas prawosławnych morał z tej opowieści jest taki,że powinniśmy cenić naszą wiarę jak największy skarb, bo możemy go stracić, jak stało się to z Żydami, gdzie „za bezeceństwo Izraela zbawienie przypadło poganom”.Z doświadczenia życiowego wiemy,że ojciec,który zbudował własnymi rękoma dom bardziej ceni jego wartość niż syn, który otrzymał go w spadku,za darmo.

  10. brak pisze:

    antyvip znam pincet opowieści które opowiadają jak Bóg kazał zostać katolikiem, a protestanci dołożą kolejne pincet.

    • anyvip pisze:

      No właśnie ” Bóg kazał zostać katolikiem”.W przytoczonej przeze mnie historii Bóg przyzywał,proponował a nie kazał.I ja nie muszę podawać pincet=500? podobnych opowieści, bo każdy na własne oczy, może zobaczyć Cud Zejścia Błogosławionego Ognia w prawosławną Wielką Sobotę, a tego już w innych denominacjach nie ma.Co prawda rzymscy katolicy wymyślili Betlejemski Ogień, jako alternatywę, ale to podróbka, w dodatku nosząca znamiona pogaństwa.

      • brak pisze:

        Antyvip, pisząc kazał, to był skrót myślowy, ale tak naprawdę takich relacji jest mnóstwo po każdej stronie barykady. Mówisz o zejściu Błogosławionego Ognia, protestanci powiedzą o, uzdrowieniach z chorób, wskrzeszeniach, uwolnieniach od nałogów i innych cudach – których każdy może doświadczyć. Katolicy dołożą całun Turyński, obraz z Manoppello itp. Chce przez to powiedzieć, że prawda to nie targowica, lub sprowadzanie do relacji ludzi, którzy „coś” doświadczyli. Prawda istnieje pomimo, a nie dzięki temu, bo gdyby tak było to za czasów ST, Izrael według takich prognoz musiałby zostać uznany, że naród którego Bóg opuścił.

      • To prawda co piszesz.
        Cuda nie są pewnikiem prawidłowości wiary. Są jej owocem, czymś co może świadczyć o możliwej prawdzie.
        To dlaczego dzieją się cuda nie tylko u prawosławnych możemy znaleźć u prepodobnego Teodozjusza Kijowsko-Pieczerskiego (Testament).

  11. brak pisze:

    Eliasz żyjesz iluzją, wychodząc z założenia że gorliwość jest tożsama ze słusznością przyjętych racji. Na tej podstawie każdy heretyk powinien zostać świętym który trwa do swojej śmierci przy swoich poglądach. Życie, prawda Boża jest złożona, czasem gorliwość jest właściwa, czasem nie – a ty to sprowadzasz do emocji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s