Jeszcze o ekumenizmie

Posted: 03/09/2013 in ekumenizm

O ekumenizmie napisano już wiele. Piszą o nim zarówno jego obrońcy jak i przeciwnicy. Ostatnio przeczytałem bardzo ciekawą wypowiedź duchownego z Mińska białoruskiego ks. [zapewne chodzi o kapłana prawosławnego -red.PP] Piotra Andryjewskiego, opublikowaną na stronie internetowej pravoslavie.ru. Myślę, że wypowiedź ta zainteresuje grono czytelników.

Od kilku dziesięcioleci trwają już rozmowy teologiczne z katolikami, anglikami, monofizytami i innymi wyznaniami, celem których jest powrót odpadniętych kościołów na łono Cerkwi Chrystusowej. Dotychczasowe osiągnięcia tego dialogu są nie wielkie. Przeciwnicy ekumenizmu oskarżają Kościoły prawosławne za ich udział w tych rozmowach uważając je za „drogę do nikąd”. Decyzje o udziale tego czy innego kościoła w dialogu ekumenicznym podejmuje zwierzchnik danego Kościoła. Wiadomo, że część Kościołów prawosławnych wystąpiło ze Światowej Rady Kościołów. Do nich należy Cerkiew bułgarska, gruzińska oraz jerozolimska. Nigdy w dialogu ekumenicznym nie uczestniczył Atos.

Sam udział w dialogu jeszcze nie pozbawia danego Kościoła łaski Ducha Świętego. Powinniśmy jednak wiedzieć, jakie warunki muszą spełnić odpadnięte konfesje, aby Kościół Chrystusowy mógł przyjąć je do udziału w jedności eucharystycznej. Niestety nawet w środowisku teologów prawosławnych zdania na ten temat są podzielone. Niektórzy uważają, że jeśli np. katolicy chcą zjednoczenia – niech więc przyjmą wszystkie nasze dogmaty i sprawa załatwiona. Nie sposób połączyć katolicyzmu z prawosławiem bez usunięcia naleciałości dogmatycznych. I chociaż zdanie takie podziela wielu prawosławnych, niestety, nie jest to jedyny warunek połączenia Kościołów. Dzielą nas nie tylko różnice dogmatyczne.

Musimy wiedzieć, że współczesny katolicyzm nie jest tym katolicyzmem, który w 1054 r. oddzielił się od prawosławia. W ciągu tysiąca lat samodzielnej egzystencji katolicyzm, dzięki ludzkim wymysłom i natchnieniu szatana, zniweczył podstawy chrześcijaństwa. Co da formalne wyrzeczenie się fałszywych dogmatów, jeżeli dogmaty te istnieją w dziełach katolickich teologów, zaliczonych do grona świętych tego Kościoła? Jeśli dogmatami tymi kierowali się w swoim życiu tysiące katolickich świętych i co w istotny sposób wpłynęło na katolicki mistycyzm. Nawet współcześnie żyjący katolicy, również obciążeni tymi dogmatami, wejdą do prawosławia z całą gwardią Watykanu: z Tomaszem z Akwinu, z Ignacym Lojola, Franciszkiem z Asyżu, z wielką i małą Teresą, z Tomaszem Kempińskim, z Mikołajem Kresta i innymi. Wejdą do nas ci, o których pisał św. Ignacy Branczaninow: „Nie igrajcie z waszym zbawieniem. Będziecie bowiem wiecznie opłakiwać. Zajmijcie się czytaniem Nowego Testamentu i Ojców Świętych Kościoła prawosławnego, tylko nie Teresy, nie Franciszka i innych zachodnich „mistyków”, których Kościół katolicki zaliczył do grona świętych” (Zbiór pism. 1995r. str. 396). Prawosławnym „świętym” stanie się nagle znany ze swojego okrucieństwa wobec prawosławnych Ioasaf Kuncewicz, który w 1623 r. kazał rozkopywać groby prawosławnych i resztki wyrzucać psom. Do tego „szlachetnego” grona należałoby jeszcze dodać biskupa Stepanicza z Chorwacji, który aktywnie uczestniczył w latach czterdziestych u.w. w ludobójstwie Serbów, a którego kanonizował papież Jan Paweł II. Serbowie zatem powiększyliby grono swoich świętych o swojego oprawcę. Podobnych „świętych” w Kościele katolickim znalazłoby się wielu.

Gdyby doszło do zjednoczenia na podstawie wyrzeczenia się fałszywych dogmatów, prawosławni mogą okazać się w roli mieszkańców starożytnej Troi, którzy wciągnęli do siebie konia z wrogimi wojskami. Jeśli prawosławni przyjmą do jedności eucharystycznej katolików łącznie z ich nagromadzonym przez całe tysiąclecie „dorobkiem”: dziełami i mistyką ich świętych, z których wielu było pod wpływem omanienia, postanowieniami ich soborów – zakończy się to ruiną prawosławia. Musimy zdawać sobie sprawę, że katolicy nie zrezygnują z czegoś co wyznawali przez wieki. Czy możliwe jest wyrzeczenie się modlitewnej praktyki, metod życia duchowego i mistyki, które zostały nagromadzone przez stulecia i wyznawane przez szereg pokoleń? Jest to już sprawa wewnętrzna, niejako wrodzona i dlatego wyrzeczenie się jej, pozostawienie raz na zawsze i rozpoczęcie życia po nowemu – jest rzeczą nie do pomyślenia aby była realną do wykonania. Tak więc nawrócenie na drogę prawdy po przez dialogi całych odpadniętych konfesji – jest rzeczą nie możliwą. Przez dialogi teologiczne możliwe jest nawrócenie jedynie poszczególnych osób. To się zdarza, kiedy pod wpływem oświecającej łaski Ducha Świętego poszczególni członkowie pozostawiają dotychczasowe swoje wierzenia i wracają na łono Kościoła Chrystusowego. Jednakże przyjęcie prawosławia przez całe konfesje – czy to katolicyzm, czy monofizytyzm nie wydaje się być możliwe. Dla przykładu warto przytoczyć podpisane w 1982 r. porozumienie z monofizytami z nadzieją, że przyznają się do swoich błędów. Niestety, w odpowiedzi sugerowali aby prawosławni zweryfikowali postanowienia Soborów Powszechnych, które ich zdaniem bezpodstawnie nałożyły na monofizytów anatemy. Obowiązujące do dzisiaj anatemy stanowią bowiem barierę zjednoczeniową z tymi konfesjami.

Większą perspektywę zjednoczeniową posiada dialog z katolikami, z których anatema została przed laty zdjęta samowolnie przez patriarchat bizantyjski. W XXI w. dialog ten stanowi podstawową część procesu globalizacji i jest m.in. popierany przez władze USA, które uważają siebie za gospodarzy całego świata. Dotychczasowy dialog z katolikami, koncentrujący się na prymacie papieża, jego nieomylności wskazuje, że proces zjednoczeniowy zmierza jednak w kierunku połączenia katolicyzmu z prawosławiem. Może to nastąpić nawet na podstawie wyrzeczenia się np. z dogmatów filioque i nieomylności papieża. Cała reszta z tysiącletnią spuścizną, z wątpliwej świętości „świętymi”, obcą prawosławiu tradycją może wlać się do Kościoła Chrystusowego i ekumeniści roztrąbią na cały świat osiągnięty niezwykły akt miłości i braterstwa. Wtedy cała gwardia Watykanu z niezliczoną ilością „świętych” automatycznie powiększy grono prawosławnych świętych. Odbije się to bardzo negatywnie na duszach prawosławnych chrześcijan. Można to uznać początkiem końca prawosławia. Aby do tego nie doszło już dziś prawosławni, a szczególnie ich przedstawiciele uczestniczący w dialogu ekumenicznym, powinni dobrze sobie uświadamiać, że dzielą nas z odpadniętymi konfesjami nie tylko dogmaty, ale i cała fałszywa, przez wielki nagromadzona, tradycja.

Niektórzy uważają, że dążenie Watykanu do zjednoczenia z prawosławiem to nic innego jak jego dalekosiężna polityka „podboju” tego Kościoła. Watykan praktycznie od wieków jest cichym wrogiem prawosławia. Podejmowane były przeróżne próby zawładnięcia rdzennie prawosławnych terytoriów. Nie wykluczone, że tym się kierował Watykan popierając „drang nach Osten” Hitlera. Będąc przeświadczony, że padnie ZSRR przygotowano nawet wizję podziału tych ziem na poszczególne diecezje katolickie. Potwierdza to chociażby fakt ustanowienia tych diecezji na części terytorium przez Jana Pawła II. Wystarczy poczytać dzieje panowania katolików na wschodzie w czasie włączenia tych ziem do Korony. Często praktyki magnatów katolickich wobec prawosławnych nie odbiegały od stosowanych przez Mongołów.

Świadomi tego co czeka prawosławnych po zjednoczeniu z katolikami przeciwnicy ekumenizmu twierdzą, że nasi „światli duchowni”, kuszeni przez siły zła, szykują zagładę prawosławia. Nie powinniśmy zapominać, że począwszy od uczonych w Piśmie Izraelitów, którzy odrzucili Chrystusa, po przez światłych papieży, którzy oderwali tak wielką rzeszę chrześcijan od źródeł prawdy, liderzy duchowni przede wszystkim ponoszą główną odpowiedzialność za rozłamy w Kościele. Oby dobry Bóg nie dopuścił do kolejnej unii z katolikami i pozwolił by odradzające się prawosławie długo jeszcze świeciło niby latarnia morska na bezkresnym oceanie triumfującego ateizmu i umożliwił dostąpienie zbawienia nie tylko wyznawcom prawosławia, ale i poszczególnym synom kościołów odpadniętych.

Jan Pielgrzym

Komentarze
  1. Sam udział w dialogu jeszcze nie pozbawia danego Kościoła łaski Ducha Świętego.

    Szablonowe słowa, którymi uspokajają swoje sumienie wierni. Rzecz w tym, że w dialog jako taki nie wierzą nawet ekumeniści. Słowo „dialog” to taka ładnie brzmiąca forma… zdrady wiary, propagowania innej wiary, wiary ekumenicznej. Nie ma i nigdy nie było dialogu. Jest za to sukcesywne wdrażanie w życie idei jedności w różnorodności. Ekumeniści nie starają się odnaleźć prawdę. Stwierdzić która religia jest prawdziwa. Prawosławni ekumeniści ze względu na idee ekumenizmu już od wielu dziesięcioleci z ambon głoszą nauki sprzeczne z wiarą w Chrystusa i w Jego Cerkiew. Po co? A no właśnie po to, aby Boży naród na nowo „wychować”, wpoić że kłamstwo jest „prawdą” i tym samym przygotować na przyjęcie unii, już nie tylko z katolikami, ale ze wszelkimi rodzajami protestanckich sekt.
    Pod przykrywką „walki za pokój”, „świadczenia religijnej solidarności”, „dbania o ekologię” itp., przed ludźmi powstaje obraz konieczności zjednoczenia dla dobra wspólnych (międzyreligijnych) interesów. Ludzie chcą zjednoczenia, bo tak będzie łatwiej… no właśnie co łatwiej? Na pewno nie świadczyć o prawdzie Chrystusa Zmartwychwstałego, Który jest Jedyną Prawdą i Drogą.

    Czy prawosławni hierarchowie ekumeniści nie zdają sobie spawy, że działają na nie tej niwie co trzeba? Czy są aż tak głupi, że nie znają ewangelicznego i patrologicznego stanowiska Cerkwi co do zbłądzeń i herezji? Wiedzą dobrze i ignorują to. Im nie Bóg i zbawienie ludzi na pierwszym miejscu, lecz mamona i władza tego świata. Ze względu na to oni są gotowi głosić, że muzułmanie i żydzi oraz nawet poganie „wierzą we wspólnego Najwyższego”.

    Święci Justyn Popowicz, Hilarion Troickij, Filaret Wozniesienskij, Serafin Sobolew i wielu innych udział w ekumenizmie nazwali grzechem przeciwko Cerkwi. Każda herezja, człowieka który ją głosi, oddziela od Cerkwi, czyni go obcym dla Ciała Chrystusowego, a tym samym stawia takiego delikwenta poza zbawienną Łaską Ducha Świętego. Przyłączyć go do Cerkwi może jedynie pokajanie. O czym świadczy tekst modlitwy kapłańskiej czytanej nad spowiadanym grzesznikiem.
    .

  2. ORTHODOX pisze:

    АРХИЕРЕЙСКИЙ СОБОР
    РУССКОЙ ПРАВОСЛАВНОЙ ЦЕРКВИ
    14-16 АВГУСТА 2000 ГОДА

    Москва, 13 – 16 августа 2000 года
    О С Н О В Н Ы Е П Р И Н Ц И П Ы ОТНОШЕНИЯ РУССКОЙ ПРАВОСЛАВНОЙ ЦЕРКВИ К ИНОСЛАВИЮ

    REDAKCJA PP: Tekst zbyt długi. Poniżej link do niego: http://www.mospat.ru/archive/s2000r13/

  3. Panie/i ORTHODOX,
    Przywołany przez Pana/ią tekst jest heretycki w swej zawartości a tym samym niezgodny z nauką Św. Ojców Cerkwi.
    Polecam zapoznać się z blogiem ojca Konstantina Koczegarowa prawosławnego kapłana z Moskwy, który w tej sprawie pisał nawet do metropolity Sawy.
    ОФИЦИАЛЬНОЕ ПИСЬМО
    Был ли состав преступления?
    Просить митрополита Илариона (Алфеева)…
    Открытое письмо арх. собору-2013

  4. ORTHODOX pisze:

    Opinia kapłana pod zapretom mnie nie interesuje. Jeśli zostanie odpreszczon, to wtedy się przyjrzę jego wywodom.

    • No tak bezprawie jest kanoniczne bo hierarchowie nazywający siebie „kanonicznymi” tak twierdzą. Daleko ORTHODOX z takim myśleniem nie zajdziesz. W czasach ostatecznych Antychryst też będzie „kanoniczny”.

      • ORTHODOX pisze:

        Wiesz, pp, że nie musimy czekać na czasy ostateczne – wróg człowieka już dawno działa, posyłając np. niektórym ludziom myśli, że wszyscy inni błądzą, a tylko oni sami posiedli pełnię prawdy…

      • Co oznacza „posiąść pełnię prawdy”? W prawdzie można być albo nie. Niepewność i ciągła chwiejność w wierze nie jest zdrowym objawem i świadczy na niekorzyść takiej osoby.

      • ORTHODOX pisze:

        Pytanie bardzo podobne do tego, które zadał kiedyś pewien osobnik, który do tej pory występuje w Symbolu Wiary – Τί ἐστιν ἀλήθεια;

      • Warto sobie zadać jeszcze jedno pytanie – Τι σημαίνει ΟΡΘΟΔΟΞΙΑ;

  5. Eliasz pisze:

    Polecam jako komentarz artykuł z rzymsko-katolickiej prasy:

    Katolicy i prawosławni razem?: http://www.naszdziennik.pl/wp/28798,katolicy-i-prawoslawni-razem.html

    oto wypisy:

    „Czy istnieje szansa na zjednoczenie Kościoła katolickiego i prawosławnego? Choć eksperci zwracają uwagę, że to nadal niełatwa droga, to jednak niedawna wypowiedź patriarchy Konstantynopola Bartłomiej I na ten temat stanowi pewien optymistyczny znak.

    Początek pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka przyniósł wiele gestów o znaczeniu ekumenicznym. Nie pozostały one bez znaczenia. Świadczą o tym słowa honorowego zwierzchnika prawosławia patriarchy Bartłomieja I, który stwierdził, że istnieje szansa na zjednoczenie Kościoła prawosławnego i katolickiego. Choć zastrzegł, że prawdopodobnie nie dojdzie do tego za jego życia, to jednak widać wyraźnie, że patriarcha jest pod wrażeniem swych spotkań z nowym Papieżem.

    Nadzieję, że trwający dialog ekumeniczny pomiędzy Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym przyniesie oczekiwane owoce zbliżające nas do zjednoczenia, wyraził w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” arcybiskup Jeremiasz, prawosławny ordynariusz wrocławski i szczeciński. – Te rozmowy są w ostatniej fazie i dotyczą roli Biskupa Rzymu. Jeśli zakończą się pomyślnie i nastąpią wspólne uzgodnienia, może dojść do zjednoczenia tych dwóch Kościołów. Te rozmowy są trudne, ale myślę, że kompromis jest możliwy – powiedział.
    …”

  6. brak pisze:

    Jan Pielgrzym, wyznaję tezę miłość bez cierni, kwietyzm? 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s