Ekumenizm oczyma człowieka który przyjął prawosławną wiarę.

Posted: 04/09/2013 in ekumenizm

Szczególnie polecam przeczytać zamieszczone poniżej bardzo trafne i ciekawe rozważania oraz rozterki jednego z naszych czytelników. -red.PP

Przez ostatnie kilka lat ekumenizm oraz wiara w Jeden Święty Powszechny i Apostolski Kościół znajduje centralne miejsce w moich duchowych oraz intelektualnych poszukiwaniach.

Rzymsko-katolicki ekumenizm, a dokładnie modyfikacja tradycyjnej katolickiej wiary, która była niezbędna aby rozpocząć wcielanie ekumenizmu w kościele łacińskim, doprowadziła mnie ostatecznie do rozpoznania prawdziwego Kościoła i do konwersji do Prawosławia. Nie można było rozpocząć ekumenizmu nie zmieniając wiary jaką w tym zakresie głosił kościół łaciński przez ostatni 1000 lat. KRK dokonał tego na Soborze Watykańskim II.

Na mojej drodze do prawosławia stanął w pewnym momencie Włodzimierz Sołowiow. Kilka lat temu czytałem jego filozoficzno-teologiczne wywody dotyczące ekumenizmu, i one właśnie spowolniły drogę mojej konwersji. Otrząśniecie się z owych poglądów zajęło mi ponad cały rok. Kiedy przyglądałem się prawosławiu jawił mi się jako wielki prawosławny ekumeniczny teolog. Dzisiaj jestem przekonany, iż formalnie będą prawosławnym, takowym nie jest, gdyż nie wyznawał on Prawosławnej wiary. Opublikowany przez was artykuł wywarł na mnie, jako jedyny – od czasu Sołowjowa – piorunujące wrażenie.

Wiele lat temu jako rzymski-katolik sekundowałem wszystkim sygnałom zwiastującym nową ekumeniczną unię prawosławia i katolików. Przez wiele lat nie udawało mi się w duchowości stricte łacińskiej (duchowość Ignacjańska; duchowość mistyków nadreńskich: Ekkart, Tauler, Suzo; Karmelitańska – ukończyłem nawet dwuletnie studium tej duchowości, odnowa charyzmatyczna) odnaleźć tego czego poszukiwałem: żywej osobistej relacji z Bogiem.

Zostałem wówczas pociągnięty duchowością ojców wschodnich: św. Serafim Sarowski, św. Sylwan Atoski, św. Teofan Rekluz, Opowieści Pielgrzyma, Filokalia. Odnalazłem wspólnoty próbujące żyć wschodnią duchowością: Wspólnota Błogosławieństw, Wspólnota Miłości Ukżyżowanej, Mnisi i Mniszki od Betlejem. Niestety próba życia pouczeniami ojców Prawosławnych nie szla w żadnym razie w zgodzie z prawosławną wiarą. Dalej uważałem, iż jedyny Chrystusowy Kościół to kościół rzymsko-katolicki, a dokładniej ten właśnie kościół posiada pełnię darów i łaski i jest w samym sercu, podczas gdy inne kościoły – prawosławny czy protestancki, zachowały jakiś związek z kościołem i są na dalszych jego okręgach. Nie było w tym nic z mojej strony szczególnego. Byłem jednym z wielu szczerych i gorliwych rzymskich katolików, którzy z równą łatwością sięgają po pisma prawosławnych ojców, jak i protestanckich pastorów komentujących Pismo Święte, oraz buddyjskich guru którzy wprowadzają w arkana medytacji. Spójrzmy przecież na rzymskokatolickie wydawnictwa które wydają protestantów, buddystów, łacinników i prawosławnych. Książki te są tego jasnym dowodem duchowej mikstury panującej w ich umysłach. Znam wielu takich ludzi – gdyż sam do nich należałem. To wszystko uzasadniało moje oczekiwanie dnia kiedy kościół łaciński i prawosławny wreszcie połączą się w jeden. Wszak obie tradycje są święte, oba zachowały apostolską wiarę i sukcesję, obie tradycje mają wspaniałych świętych, a współcześni rzymsko-katoliccy ekumeniści szczerze prawosławie kochają. Filioque przecież jest raczej domeną teologów a poza tym oba sformułowania są w pełni zasadne i niesprzeczne, dogmat o nieomylności formalnie został w KRK zastosowany tylko 1 raz. A dogmat papieskiej władzy – zminimalizowany na SW II byłby pewnie do rozwiązania poprzez prerogatywy jakie rzymscy katolicy nadają tak zwanych wschodnim patriarchom – unickim. Zresztą sam fakt iż w ramach kościoła katolickiego są różne obrządki: rzymsko-katolicki, greko katolicy, maronici kościół syryjski .. i inne obrządki wschodnie – wszystkie unickie, daje wrażenie, iż właśnie tam jest owa pełnia kościoła powszechnego obecnego we wspólnej wierze w wielu różnych obrządkach! Co więcej w kościele katolickim przećwiczono właściwie od czasów JP II model unii który mógłby obowiązywać także z prawosławiem. Mam na myśli – prawie że nieznany – ale w pełni kanonicznie obowiązujący katolików – Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich (zainteresowanym polecam głównie kanony dotyczące wschodnich patriarchów).

Wracając do tematu, przez wiele lat budowałem wg prawidłowej sztuki budowlanej – wg. Duchowości wschodnich prawosławnych ojców, ale na krzywym fundamencie: na dogmatach rzymsko-katolickich. A tak przecież domu zbudować się nie da! Przerobiłem to na własnej skórze. Ludzi mnie podobnych w KRK są naprawdę krocie, choćby członkowi wspólnot które wymieniłem, wielu z nich znałem osobiście. Są to ludzie którzy dla Chrystusa oddają to co mają naprawdę najcenniejszego. I w tym tkwi całe perfidia szerzącego się ekumenizmu. Z wszystkich stron, nie tylko z KRK, ale i od samych prawosławnych – oczywiście tych ekumenicznych gdyż głównie ich nagłaśniają współczesne media, mają fałszywy przekaz: jesteście w Kościele Chrystusowym, droga którą idziecie trzymając się doktryny rzymsko-katolickiej, odnajdując nieustającą Jezusową modlitwę serca u prawosławnych ojców, ucząc się medytacji od buddyjskich mistrzów ZEN, a życia Słowem Bożym od protestantów jest drogą która doprowadzi was do tego czego pragniecie – do spotkania z Bogiem żywym!

Żeby nie być gołosłownym, trzy lata temu uczestniczyłem w rzymsko-katolickich rekolekcjach o Modlitwie Jezusowej prowadzonych przez jezuitę – które to w praktyce okazały się buddyjską medytacją zen, w której mantrą staje się imię Jezus. Medytacją prowadzoną przed najświętszym sakramentem na niskich krzesełkach stosowanych w zazen. Na koniec rekolekcji dowiedziałem się iż mój przewodnik duchowy, który przed kilkudziesięcioma laty próbował mnie wprowadzić w modlitwę Jezusową – taką o jakiej mówią opowieści pielgrzyma – aktualnie praktykuje ją dalej jako formę zazen z grupą benedyktyńskich mnichów z Lubonia i głosicielem owych rekolekcji. Jeden z pierwszych polskich rzymskich katolików który nie tylko pisał ale i praktykował nieustającą Jezusową modlitwę, zakonnik, redaktor naczelny liczącego się kwartalnika o duchowości (ks. Jacek Bolewski). Te rekolekcje dały mi jedno, zrozumiałem iż nie tędy droga. Tak z wolna, poszedłem za prawosławną wiarą, a nie wyłącznie za prawosławną duchowością. Ci którzy zostali w KRK niestety dalej oszukiwani – także przez prawosławnych ekumenistów mają małą szansę na odnalezienie tego czego szukają. Co roku w mojej prawosławnej parafii na ekumenicznym nabożeństwie zastaniemy kilkadziesiąt zakochanych w prawosławiu osób, naszych parafian co prawda nie ma tam prawie, ale kiedy z prezbiterium, (po sprawowanej tam wspólnie modlitwie) wychodzą batiuszka, pastorzy, księża i WSPÓLNIE JEDNOCZEŚNIE BŁOGOSŁAWIĄ zgromadzonych, w jakiż sposób odnajdą Chrystusa i Jego Ciało – Kościół który kochają i dla którego oddali by życie? Kiedy wszyscy trąbią iż prawosławni uznają Kościół rzymskokatolicki, a jego chrzest jest ważny kanonicznie i duchowo!

Co więcej, kiedy widzą trzymających się za ręce papieża, prawosławnego patriarchę, imamów muzułmańskich, żydowskich rabinów i wyznawców innych jeszcze religii – co samo w sobie herezją przecież nie jest – myślą: wszystkie religie są przecież równoprawne, równie prawdziwe i każda z nich gdzieś przecież się myli, ale choć wiara jest różna to przecież Bóg jest jeden. Módlmy się więc to tego samego Boga, choć w różny sposób, o pokój dla świata! A skoro tak to różne religie, już nie rożne wyznania chrześcijańskie, ale różne religie prowadzą do tego samego boga, pomimo tego iż drogi są różne! O tym że tak myślą rzymscy katolicy wiem bo mam takich przyjaciół i bliskich! Czy te różne religie doprowadzą rzeczywiście swoich wyznawców, bez potrzeby konwersji, bez wyrzeczenia się fałszu, bez dostosowania moralności do Bożych wymagań, bez wyrzeczenia się pragnienia buddyjskiej nirwany, bez uznania iż nie ma reinkarnacji i ci którzy umierają w szponach demona szansy w kolejnym życiu nie będą mieli?

Kiedy muzułmanie widzą papieża całującego koran i patriarchę prawosławnego podającego koran do ucałowania jako wyraz czci oddanej ich świętej księdze mają szansę na wyrwanie się ze szponów demona? Tak, demona. Bo koran nie jest świętą księgą, ale księgą bluźnierczą. Na nim zbudowana jest niewolnicza pozycja kobiety w muzułmańskim społeczeństwie. One prawdziwie cierpią, i są sponiewierane – poczytajcie proszę trochę świadectw muzułmanów którym udało się przyjąć chrześcijaństwo! W koranie jest fałsz, a nie inna /prawie równorzędna/ tradycja religijna. Owy fałsz wprowadza realne zło w życie ludzi! Dobro mogą siać ci muzułmanie którzy nie są wierni koranowi – bo ten zobowiązuje swoich wyznawców do prześladowania chrześcijan i żydów. W przeciwieństwie do prawdziwej Świętej Księgi: Nowego Testamentu który zobowiązuje swoich wyznawców do czynienia dobra swoim wrogom! Zło mogą siać jedynie ci którzy Ewangelii wierni nie są! Jak więc z owym ekumenicznym przesłaniem propagowanym przez media, ale i nie tylko, bo także przez naszych hierarchów uda im uwolnić się ze szponów błędu które rujnują życie, a tych którzy w dobrej wierze poszukują Boga prowadzi na manowce.

Niewinna informacja podana na cerkiew.pl o tym iż muzułmanie wierzą iż arch. Gabriel podyktował koran Mahometowi, i sam bóg polecił Gabrielowi przekazanie machometrowi polecenia założenia nowej religii, jest tak naprawdę informacją rodzącą realne zło w sercach, kiedy to ludzi szukających drogi pobożnego życia oszukuje się mówiąc Koran jest świętą księgą – idź za nim! Mówią: to mówią katolicy, mówią to sami prawosławni.

Wiara nie tworzy przecież rzeczywistości poza kierowaniem ludzkimi poczynaniami. Wiara opisuje rzeczywistość duchową która istnieje obiektywnie, niezależnie od tego czy ktoś wieży czy nie! Nie chodzi więc o to by zmienić wiarę i dostosować ją do naszych oczekiwań i pragnień. Chodzi o to aby podążać za wiarą zgodną z rzeczywistością. Jeśli np. uwierzę w to, że mam w Ameryce spadek po starej ciotce która niebawem umrze i na poczet tego zacznę wydawać pożyczane pieniądze, a nie będzie to prawdą skończę we więzieniu, albo zrujnowany i załamany popełnię samobójstwo. Jeśli jednak jest to prawdą, wygrałem – żyłem wygodnie nim dostałem jeszcze spadek, gdybym w to nie uwierzył klepał bym biedę a spadek być może dostał na ostatnie dni mojej starości! Taka jest różnica między wiarą prawdziwą i fałszywą. Pamiętajmy, wiara to nie tylko słowa nie mające w naszym życiu żadnego praktycznego oddźwięku. Wiara pokazuje nam drogę do celu. Jeśli jest prawdziwa cel osiągniemy, jeśli nie jest – stracimy go!

Bardzo chciałbym aby ekumeniczne dogmaty były prawdą! To wspaniała idea, iż wszyscy jakoś należą od Chrystusowego Kościoła i otrzymują przez niego wieczne zbawienie! Znam przecież wielu wspaniałych, świętych, ofiarnych dla Chrystusa ludzi – którzy nie są prawosławnymi. Choćby moja ukochana żona, synowie, większość przyjaciół. Bardzo chciałbym wierzyć iż są w arce kościoła bezpieczni. Ale czy są bezpieczni? Spędziliśmy powiem setki godzin na adoracji najświętszego sakramentu, wierząc iż jest to ciało Chrystusa, cały Chrystus obecny. Ale czy jest. Jestem przekonany iż Jezus przyjmie ową prostą głęboką wiarę, nawet gdyby to był tylko opłatek chleba. I w tym moim zdaniem tkwi po ludzku istota ekumenicznego entuzjazmu. Jego uczestnicy nie mogą pogodzić się iż tylko jedna konfesja będzie zbawiona! Nie mogą pogodzić się – nie w rozważaniach teoretycznych – ale poprzez doświadczenie. Widzą iż częstokroć innowierca jest bliżej Boga niż on sam! Jak to wyjaśnić? Otóż kościół jest wszędzie. Ale czy naprawdę.

A może rozwiązanie tego gordyjskiego węzła tkwi gdzie indziej. Rzymscy katolicy od czasów schizmy podnieśli do rangi dogmatu, o tym iż wyłącznie oni mogą (choć nie muszą) osiągnąć zbawienie, a inni z całą pewnością będą potępieni. Rozwinęli formalną naukę o sakramentach w których rozlewa się Boża łaska, podczas gdy inne źródła bożego oddziaływania – zeszły na daleki plan. Ale czy jest to prawdziwe obiektywnie? Czy nikt kto nie należy do Chrystusowego kościoła z całą pewnością nie może osiągnąć zbawienia? Nie może osiągnąć bliskiego z Bogiem obcowania? Czy bliżej Boga jest prawosławna prostytutka, niż autentycznie pokutujący przez całe życie benedyktyński mnich? Czy bliżej Boga jest prawosławny parafianin przyjmujący raz do roku świętokradczo prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa, niż rzymski katolik codziennie spędzający godziny modlitw wobec opłatka który Chrystusem nie będąc, w dobrej wieże, wobec Samego Chrystusa na modlitwie staje? Czy łaska dzieła wyłącznie w Kościele, a ci którzy do niego nie należą, z całą pewnością będą potępieni i zginą na wieki? A może powyższa rzymsko-katolicka dogmatyka jest fałszywa. Myślę iż ten właśnie nierozwiązany problem leży u źródeł współczesnego ekumenicznego kryzysu. Kiedy kościół styka się z herezją z wolna zaostrzają się granice które – będąc przedtem – stają się bardziej widoczne. Prawda, a dokładnie styk prawdy z fałszem, jest obszarem w którym szczególnie jasno jawi się owo rozróżnienie. Być może, pytanie o szanse (a nie oczywistość) zbawienia dla tych którzy w Kościele nie są ( winno zostać wyartykułowane, a starożytna i apostolska niezmiennie obecna w prawosławnej Cerkwi bez sprzeniewierzania się głoszonej przez dwa tysiące lat wierze zostanie jednoznacznie dostrzeżona. Będę wdzięczny za wasze spostrzeżenia i przemyślenia w tym zakresie. A nade wszystko będę wdzięczny za wskazanie autorytatywnych źródeł doktrynalnych czy duchowych wyjaśniających te sprawy.

Eliasz

Komentarze
  1. fiofil pisze:

    „Ale nie wierzcie tym, którzy nie będą czynić dobrych uczynków. Tylko po owocach można poznać prawdziwego chrześcijanina. Prawdziwa Wiara przebywa w sercu, a nie w rozumie. Za antychrystem pójdzie ten, kto będzie miał Wiarę rozumu, a kto będzie miał Wiarę serca, ten rozpozna antychrysta.”
    – cyt. ARCHIMANDRYTA GABRIEL (URGEBADZE)
    (artykuł https://redakcjapartyzant.wordpress.com/2013/09/03/film-o-prepodobnym-gabrielu-urgebadze-saloicie-z-tbilisi/ )
    Może czas aby serce wskazywało drogę ( patrzeć sercem, oczami duszy) , no i jak dla mnie zawsze przy tym potrzebny jest czas, cierpliwość i duużo pokory żeby zobaczyć a papierkiem lakmusowym jest mój mir duchowy. A do przecierania oczu służy mi modlitwa, post, czytanie Pisma Świętego i pism świętych ojców . Pewnie inaczej jest z ludźmi czynu i pewnie im jest ciężej. Pytania można zadawać w nieskończoność, ale to chyba trudna i długa droga. Czy one wszystkie służą dla naszego zbawienia?
    Przepraszam jeśli moja wypowiedź nie jest odpowiednia.

  2. Starik pisze:

    Bardzo dobry artykuł, poruszający właśnie główny współczesny problem prawosławia oraz pytanie , który Kościół/Cerkiew jest prawdziwa?Kilka cytatów , które dotykają meritum sprawy. Mam też nadzieję,że rozwinie się dyskusja w której trochę się czegoś dowiem więcej, bo temat jest wielce frapujący
    K.M.: Jako teolog nie raz Ojciec wypowiadał się w kwestii rozdzielenia Wschodu i Zachodu. Czy można powiedzieć, że przyjście do prawosławia stało się owocem refleksji na ten temat?

    o.G.: Kiedy przebywałem w Grecji i zacząłem zwracać się w stronę chrześcijaństwa wschodniego, nagle zacząłem bardzo boleśnie odczuwać rozdarcie między Wschodem i Zachodem. Nagle stanęło to przede mną nie jako abstrakcyjna teoria i nie jako zagadnienie z podręcznika historii Kościoła, a w taki sposób, że uderzyło bezpośrednio, osobiście w moje życie, godziło w moje doświadczenie duchowe. Dlatego więc i przejście na prawosławie w jakimś momencie zaczęło wydawać mi się zupełnie logicznym krokiem. Przecież w młodości szczerze liczyłem na to, że możliwe jest zjednoczenie chrześcijaństwa zachodniego i wschodniego. Oczekiwałem tego całym sercem. I miałem ku temu powody. Podczas obrad II Soboru Watykańskiego byli obecni obserwatorzy z ramienia Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, a wśród nich obecny metropolita Sankt Petersburga i Ładogi Władimir (Kotlarow). W owym czasie bardzo aktywną działalność międzynarodową prowadził metropolita Nikodem (Rotow) i na tym tle u wielu rodziło się przeczucie, że dwa Kościoły idą ku sobie i w jakiejś chwili mogą spotkać się w jednym punkcie. Było to moim marzeniem, które, jak się wydawało, stawało się wciąż bardziej i bardziej realne. Ale dojrzewając i poznając pewne rzeczy głębiej, przestałem wierzyć w możliwość zjednoczenia Kościołów, mając na uwadze jedność ściśle liturgiczną i instytucjonalną. I cóż miałem począć? Tylko kontynuować swe poszukiwania tej jedności na sposób indywidualny. W jakimś sensie przywrócić jedność Kościołów w jednym, oddzielnie wziętym człowieku – w sobie. Nic więcej nie mogłem. Nie mogłem czynić rzeczy wielkich, po prostu poszedłem za głosem własnego sumienia i przyszedłem do prawosławia. „http://www.cerkiew.pl/index.php?id=345&tx_ttnews[tt_news]=13988&cHash=b319557b2fe2910b78f9f392887d2434

    „Oszukani?

    Autor stawia problem – czy ludzie zachodniej Europy zostali oszukani przez frankijską propagandę, twierdzącą że już od Konstantyna Wielkiego, czyli od czwartego wieku, istniało chrześcijaństwo greckie, odrębne od łacińskiego?
    O. Warsonofiusz odpowiada: – Tak, zostali oszukani, ponieważ to jest kompletne, intencjonalne fałszerstwo. Frankowie stworzyli mit historyczny, jakoby łacińskie chrześcijaństwo wyraźnie różniło się od chrześcijaństwa greckiego. Ten mit dzieli Europę na grecki Wschód i łaciński Zachód.
    Gdzie szukać prawdy? – pyta nasz mnich.
    – Poza frankońsko-germańską propagandą – odpowiada. W źródłach syryjskich, etiopskich, arabskich, tureckich i rzymskich, zarówno łacińskich, jak i greckich. Wszystkie one wskazują na różnice między frankijskim i rzymskim chrześcijaństwem, a nie między łacińskim i greckim.
    Znajomość języków ułatwia naszemu archimandrycie poszukiwania w literaturze i źródłach różnych narodów – greckiej, rosyjskiej, angielskiej, niemieckiej, francuskiej, oczywiście i polskiej. Bibliografia książki jest imponująca.
    Frankowie i inne narody germańskie chcieli swoją teologię, „lepszą” od teologii patrystyczno-soborowej, narzucić papieżom i całej Europie zachodniej, wszak tam rośli w siłę. Kreowali siebie na wyższą i szlachetniejszą od Greków i Słowian rasę. A do tego potrzebna była owa „lepsza” teologia i wskazanie, że Wschód zamieszkują heretycy i schizmatycy. Frankowie zwyczajnie chcieli przyłapać Greków na błędzie. Albo im ten błąd wmówić.
    Jeszcze przez dwa wieki od czasów panowania Karola Wielkiego udawało się, choć ze zmiennym szczęściem, bronić rzymskim łacińskim papieżom zasad wiary wypracowanych na siedmiu soborach powszechnych, wszystkich odbywających się na Wschodzie. Udawało się, dopóki papieżami byli łacinnicy.
    W 1009 roku Stary Rzym został zajęty przez biskupa frankijskiego pochodzenia. Rzymski (od nazwy miasta, nie imperium) patriarchat zaczęto opierać na wzorach frankijskiego feudalnego państwa. Jedenasty wiek to już okres przejmowania stanowiska papieży przez Franków i Niemców, którzy siłowo narzucali Europie jednostronną filiokwistyczno-augustiańską teologię.
    Frankowie przejęli militarną kontrolę nad papieską Romanią, pisze o. Warsonofiusz. A jako niepiśmienni potomkowie barbarzyńców byli zdolni do dowolnego aktu ludobójstwa wobec rzymskiego kleru, ludności, a nawet papieża. Frankowie byli po prostu niebezpieczni. I nawet w papieskiej Romanii należało obchodzić się z nimi z wielką uwagą.
    Na ile więc Rzymianie zachodni zostali oszukani przez barbarzyńskich Franków i inne narody, na ile zostali siłą zmuszeni do zaakceptowania narzuconych im zmian w teologii? – dziś to trudne pytanie.
    W tym kontekście staje się zrozumiałe, dlaczego z taką zaciekłością półtora wieku po rządach Karola Wielkiego germańscy biskupi i kler, zwłaszcza Wiching, zwalczali misję cyrylometodiańską na ziemiach dzisiejszych Czech, Słowacji, Węgier, Polski. Bo jakim prawem według nich dwaj Grecy z Salonik nauczali słowiańskich barbarzyńców „gorszej” greckiej teologii, pomijając „ulepszoną” augustiańską, która zdominowała Zachód?
    I zrozumiałe się staje, dlaczego misjonarze wyszli z Salonik, pobłogosławieni przez patriarchę Konstantynopola Focjusza, ale szukali obrony i u rzymskich papieży – Hadriana II i jego następcy Jana VIII? Papieże powitali ich – pisze autor – jak prawdziwie rzymskich misjonarzy. Wiedzieli o ich wielkich zasługach. Cyryl zmarł przecież w Rzymie, szybko, już w 869 roku. Metodego wyświecił papież na arcybiskupa Sirmium i obdarzył go samodzielną jurysdykcją nad Morawami i Panonią.
    Jednocześnie papieże odczuwali niepokój, patrząc na wzrastającą agresję i samodzielność biskupów germańskich.
    Nie bez podstawy.
    Wszak Metody, gdy wracał do swojej diecezji, został w iście barbarzyński sposób napadnięty przez niemieckiego biskupa Salzburga i uwięziony. Metody wyszedł z więzienia. Jeszcze prowadził swe misyjne dzieło. Zmarł w 885 roku. Cóż z tego, jeśli Wiching oraz Świetopełk, następca księcia morawskiego Rościsława, który uwierzył Germanom, systematycznie i okrutnie niszczyli dzieło Świętych Braci. A sprzyjał im niestety kolejny papież, Stefan V, który był Longobardem, czyli nie miał rzymskiego pochodzenia. Świętopełk mocno się pomylił. Jego morawskie państwo zostało wewnętrznie rozdarte przez Niemców, a i z zewnątrz atakowane przez Węgrów, Czechów i Polaków. Ostatecznie państwo morawskie zostało zajęte w 907 roku przez Węgrów i już nie wróciło na arenę dziejów. Od polityki niemieckiej ucierpiał więc nie tylko obrządek słowiański, ale i całe Państwo Wielkomorawskie.
    Po śmierci Metodego, słowiańska liturgia została zakazana pod groźbą ekskomuniki a słowiańskie duchowieństwo poddano fali prześladowań.

    Polska rozdarta

    Przez frankońsko-germańską politykę bardzo ucierpiała i Polska i to u zarania jej państwowości. Misja cyrylometodiańska, o czym niejednokrotnie pisaliśmy, dotarła daleko w głąb Polski. I już pod koniec dziewiątego i na początku dziesiątego wieku trzeba było zmieniać okres radości w Chrystusie na okres łez, dramatów i prześladowań, fundowanych mieszkańcom ziem polskich przez chrześcijan z Zachodu, zza Odry. Burzyli oni i niszczyli ich cerkwie, wtrącali chrześcijan do więzień, torturowali ich misjonarzy. Niszczyli i zabijali, tak jak ich niedawni przodkowie barbarzyńcy – Wandalowie, Frankowie, Niemcy, Ostrogoci, Longobardowie, gdy eksterminowali Rzymian w zachodniej Europie.
    Niemcy i Frankowie występowali w ten sposób przeciw Rzymianom. Nie chcieli, by ci odzyskiwali siłę i ratowali swoją ojczyznę – Rzymskie Imperium. Nie po to przecież to imperium od czterech wieków podgryzali od zachodu, by teraz pozwolić na jego wzmacnianie i konsolidację z powodu misji Cyryla i Metodego. Chcieli udowodnić, że rzymskochrześcijańska (rzymska – w sensie imperium) historia Europy należy już do przeszłości.
    Biskup praski Wojciech w końcu X wieku zmusił najpierw Czechów do porzucenia obrządku słowiańskiego i przejścia na filiokwistyczno-augustiański, a potem przybył do Polski i dokonywał również likwidacji obrządku słowiańskiego.
    Jak kolejni królowie odnosili się do obrządku słowiańskiego, który mimo przeciwności wciąż trwał na ziemiach polskich, o tym przeczytamy w książce. W każdym razie – określa autor – krucjata przeciwko Cerkwi trwała do końca XII wieku.
    Śladu pierwotnego przyjęcia chrześcijaństwa z Konstantynopola upatruje autor w używanym do dziś w mszy Kościoła rzymskiego w Polsce greckim Kyrie elejson, którego nie potrafiono przetłumaczyć na łacinę, w starym polskim hymnie kościelnym Bogurodzica, mającym prawosławne pochodzenie.
    Jest to więc wyraz tęsknoty, zachowanej przez wieki w religijnej kulturze Polaków, za wschodniorzymskim prawosławiem, zanim Frankowie nie narzucili siłą w IX wieku obcej Zachodowi filiokwistyczno-augustiańskiej ideologii, czego tragiczne konsekwencje zachodni chrześcijanie odczuwają do dziś.”

  3. Starik pisze:

    Św. Hilarion Troicki powiedział :”,W kwestiach wiary może być tylko jedna ortodoksja, może istnieć jedynie prawda bądź fałsz… Wszystkie chrześcijańskie wyznania nie mogą nalezeć do jednej Powszechnej Cerkwi Chrystusowej, ale jedno z nich jest prawdziwą Cerkwią/kościołem. Natomiast pozostałe pozacerkiewnymi wspólnotami … Jedyną prawdziwą Cerkwią jest Cerkiew prawosławna… Uznanie możliwości zbawienia poza Cerkwią oznacza uznanie konieczności istnienia Cerkwi”.

    I wszystko pięknie i ładnie wg powyższego odnośnie Ortodoksji, tylko tyle że tych Cerkwi powstało trochę i teraz należałoby postawić pytanie , która z nich jest tylko wspólnotą , a która Cerkwią Chrystusową??? To pytanie mnie z kolei nie daje spokoju.

  4. Chrystofor pisze:

    Bardzo dobry artykuł, ale niektóre ortografy naprawdę walą w oczy.

  5. JwB pisze:

    Nie ma za co, na zdrowie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s