Prawosławnych w Polsce trzy razy mniej niż podają statystyki PAKP-u

Posted: 07/09/2013 in prawosławni w Polsce

9 kwietnia 2013 r. Główny Urząd Statystyczny opublikował w Internecie opracowanie pt. Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna, zawierające pierwsze od 1931 r. (!) dane spisowe dotyczące poszczególnych wyznań, bardzo zresztą na razie fragmentaryczne. W poprzednim artykule piszący te słowa dokonał ogólnego przeglądu wyników spisu w obszarze konfesyjnym.

Celem niniejszego opracowania jest bliższe przyjrzenie się wynikom, uzyskanym przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny (PAKP) i Ukraiński Kościół Greckokatolicki (UKG).

Prawosławni

Kościół prawosławny, przypomnijmy, uzyskał według danych spisowych wynik 156 tys. wiernych. Wynik relatywnie dobry, potwierdzający silną pozycję PAKP jako największego wyznania mniejszościowego w Polsce oraz drugiej po Kościele rzymskokatolickim (łacińskim) wspólnoty religijnej w naszym kraju. Z drugiej atoli strony wynik ten może jednak być uznany za wysoce niezadowalający. Po pierwsze dlatego, że sam PAKP zadeklarował wobec GUS liczbę 504 tys. 150 wiernych wg. stanu na rok 2011, co oznacza, że owa deklarowana wielkość przeszacowana była ponad trzykrotnie (!). Po drugie z uwagi na niewielką różnicę między wynikiem PAKP a liczbą plasujących się na kolejnym miejscu Świadków Jehowy (137 tys.). Po trzecie wreszcie dlatego, że wśród wymienionych z nazwy w opracowaniu GUS wspólnot religijnych żadna nie doświadczyła tak wielkiego rozdźwięku in minus między deklarowaną przez siebie a wynikającą ze spisu liczbą wiernych. Niektóre wręcz odnotowały wynik lepszy, jak Kościół Ewangelicko-Augsburski (71 tys. w NSP 2011 przy 61 tys. 738 wg. autodeklaracji), wspomniani już jehowici (odpowiednio 137 tys. wobec 129 tys. 270) czy Kościół Zielonoświątkowy (26 tys. wobec 22 tys. 429).

Czy możemy tu mówić o zaskoczeniu? Raczej nie. Otóż fikcyjny charakter deklarowanych przez PAKP statystyk obnażył już kilka lat temu p. Krzysztof Goss (zob. np. jego artykuł pt. Trzeba głosić prawdę – dostępny w sieci pod tym adresem). Zgodnie z obliczeniami tego badacza prawosławnych w Polsce dobrych już kilka lat temu było mniej więcej 200 tys., z czego 150 tys. w głównym mateczniku tego wyznania, czyli woj. podlaskim. Jak podaje Goss, liczbę 200 tys. prawosławnych w Polsce potwierdził w jednym z wywiadów stojący na czele PAKP Metropolita Warszawski i całej Polski, Wielce Błogosławiony Sawa Hrycuniak. Pan Goss, zbierając jeszcze w 1998 r. dane nt. liczby wiernych od wszystkich prawosławnych proboszczów w woj. podlaskim, uzyskał wynik zaledwie 113 tys. osób zarejestrowanych w parafialnej ewidencji ludności. Skąd zatem liczba 150 tys.? Jest ona pochodną odjęcia od liczby mieszkańców województwa liczby zamieszkałych w nim katolików obrządku łacińskiego. Możliwe jest zatem w świetle zaprezentowanych wyników spisu, że p. K. Goss zbyt ostrożnie oszacował był liczebność „trzecich” grup wyznaniowych w na północnym Podlasiu (poza tradycyjnymi, acz obecnie liczebnie znikomymi wspólnotami staroobrzędowców i muzułmanów są tam jeszcze Świadkowie Jehowy i protestanci). Istnieje też możliwość, że Krzysztof Goss miał jednak rację i w woj. podlaskim mieszkają tysiące miejscowych odpowiedników „po prostu prawosławnych” i „prawosławnych ateistów” z państw postsowieckich, tj. ludzie zasadniczo uważający się za prawosławnych, lecz nie mający realnych związków ze strukturami PAKP, nie odnotowani w ewidencji parafian tego Kościoła. Można zatem postawić pytanie: czy szacunki K. Gossa były zbyt optymistyczne? A może po prostu wyliczenia tego badacza zdezaktualizowały się już w tak znacznym stopniu – i prawosławnych w Polsce obecnie rzeczywiście jest już nie 200 tys., a poniżej 160 tys.? Może zawiniła tu metodologia przyjęta przez GUS? A może tych „brakujących” 40-50 tys. prawosławnych szukać należy wśród ludzi, którzy z takich czy innych przyczyn odmówili udzielenia odpowiedzi na pytanie o przynależność wyznaniową (2 mln 734 tys. wg. GUS!) i/lub osób, których konfesyjnej afiliacji nie dało się określić np. z powodu wyjazdu za granicę? Spora emigracja zarobkowa z północnego Podlasia do zachodniej Europy jest faktem znanym nie od dziś (już w latach dziewięćdziesiątych XX w. takie np. Siemiatycze miały regularne połączenie autokarowe z Brukselą…

Grekokatolicy

W przypadku Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (inaczej: Kościoła Katolickiego Obrządku Bizantyjsko-Ukraińskiego) przez wiele lat zagmatwaniu statystyk sprzyjał status tego Kościoła w Polsce powojennej: w latach 1947-1956 de facto zdelegalizowanego i zakazanego, w latach 1957-1989 ledwie tolerowanego na zasadzie „wewnętrznego problemu Kościoła (rzymsko)katolickiego”. Dopiero we wrześniu 1989 r. wyświęcony został pierwszy w Polsce od 1946 r. biskup greckokatolicki, który zresztą samodzielnym rządcą odrodzonej eparchii (diecezji) przemyskiej stał się dopiero w kwietniu 1991 r. W takich warunkach długo kwitły wszelkiego rodzaju spekulacje i bajki „statystyczne”. Fantazjowano na temat 200-300 tys. grekokatolików w Polsce, sporadycznie padały i większe liczby.

Pierwszą jaskółką realizmu zdawała się być na gruncie polskim statystyka opracowana przez warszawską nuncjaturę na podstawie danych pochodzących z badań ankietowych dokonanych przez rzymskokatolickie kurie diecezjalne, opublikowana w miesięczniku „Powściągliwość i Praca” nr 7-8/1994 (a także na blogu ruthenus.blogspot.com we wpisie z dnia 14 października 2011 r.). Uzyskana tam liczba 110 tys. 380 grekokatolików była już bliższa prawdy, acz pobieżny nawet przegląd zawartych tam danych wskazywał, że w niektórych diecezjach ankietę nuncjatury potraktowano dość powierzchownie i najprawdopodobniej podawano „na oko” liczby znacznie „zaokrąglone” w górę. Być może zresztą wytłumaczenie kryje się w tym, że kurialiści w diecezjach z dużym udziałem ludności greckokatolickiej uczciwie podawali liczbę osób formalnie będących grekokatolikami, ale de facto objętych wyłącznie duszpasterstwem rzymskokatolickim.

A jak było naprawdę? Osoby zainteresowane szczegółami zachęcam do lektury mego artykułu w Kalendarzu „Błahowista” za 2013 r. (dostępny na blogu ruthenus.blogspot.com, wpis 7 czerwca 2013 r.). Tu podam tylko rezultaty mych badań. Punktem wyjścia były – przez analogię do badań Krzysztofa Gossa – dane z momentu poprzedzającego akcję „Wisła” (1947), już po przesiedleniach ludności ukraińskiej do Związku Sowieckiego (1944-1946). Otóż liczbę grekokatolików pozostałych w Polsce w przededniu akcji „Wisła” szacować można na 80-100 tys. Gdyby grupa ta nie doznała żadnych szykan, prześladowań, delegalizacji, gdyby rozwijała się w takim tempie, w jakim wzrastała ludność Polski powojennej w ogóle – to w połowie lat osiemdziesiątych XX w. byłoby w Polsce już nie 80-100 tys., a 120-155 tys. grekokatolików. Absolutnie nie więcej! Wszelkie zatem szacunki mówiące o 200 tys. i więcej wiernych UKGK były zatem od samego początku pozbawione wszelkich podstaw, podkreślić bowiem należy, że nawet owe 120-155 tys. hipotetycznych wiernych mogłoby zostać osiągnięte w warunkach bez mała cieplarnianych, a warunki realne do takich nie zaliczały się w żadnym razie.

Ile zatem wynosiła realna liczba grekokatolików w Polsce? Łącznie z tymi, którzy tylko formalnie przynależeli do Kościoła greckokatolickiego, ale nie praktykowali w jego nielicznych i rozproszonych punktach duszpasterskich, mogła w istocie sięgać owych 110 tys. 380 z ankiety nuncjatury. Jeśli jednak interesuje nas liczba osób rzeczywiście utrzymujących żywy związek z grekokatolicyzmem, to na podstawie schematyzmu ks. D. Błażejowśkiego (BLAZEJOWSKYJ D., Schematism of the Ukrainian Catholic Church: a Survey of the Church in Diaspora, Rome 1988, s. 930-985) oszacować można, że w przededniu Tysiąclecia Chrztu Rusi (1988) było ich 40-44 tys. Z kolei na początku XXI wieku, w przededniu akcesji RP do WE (1 maja 2004 r.), liczbę „zewidencjonowanych” grekokatolików w Polsce oszacowałem na 31 tys. Zatem liczba uzyskana w NSP 2011 – 33 tys. – nie jest żadnym zaskoczeniem, bo niemal dokładnie wpisuje się w moje szacunki, z tym tylko zastrzeżeniem, że dotyczą one sytuacji sprzed niemal 10 lat, a liczba 31 tys. już wtedy była szacunkiem maksymalnym. Z drugiej strony na liczbę grekokatolików w Polsce wpływają nie tylko czynniki o charakterze ujemnym (asymilacja, wyjazdy na Zachód), ale i te dodatnie – zwłaszcza imigracja z Ukrainy.

Oczywiście również w przypadku UKGK wynik spisowy (33 tys.) niższy jest od autodeklaracji, czyli liczby wiernych obu greckokatolickich eparchii podanej w „Annuario Pontificio” (55 tys. – 30 tys. w archieparchii przemysko-warszawskiej, 25 tys. w eparchii wrocławsko-gdańskiej). Ale i to nie jest niespodzianką. Wystarczyło prześledzić fluktuacje tej statystyki w „AP”, by dojść do wniosku, że nie jest ona, delikatnie rzecz ujmując, zbyt dokładna. Oto np. w „AP” z 2005 r. eparchia wrocławsko-gdańska miała 50 tys. wiernych, a już w edycji z roku następnego liczba ta spadła do 21 tys. Ta ostatnia liczba podawana była ciągle aż do 2009 r. włącznie, natomiast w edycjach z lat 2010-2012 spotykamy już liczbę 25 tys.

Jak zatem interpretować owe 33 tysiące – liczbę raczej przekraczającą szacunki dotyczące liczby osób pozostających w ewidencji parafialnej UKGK w Polsce? Być może – jest to przy interpretacji danych NSP 2011 zwrot w zasadzie rytualny – ów statystyczny „urodzaj” zawdzięczamy urokom GUS-owskiej metodologii. Być może jednak jest to świadectwo pozostawania pewnej części zdeklarowanych grekokatolików poza strukturami parafialnymi UKGK, w szczególności wskutek braku takowych w miejscu zamieszkania tych wiernych. Pamiętać należy, iż sieć parafii greckokatolickich w Polsce obejmuje zasadniczo dwa obszary: 1) tzw. ziemie ojczyste (ukr. ridni zemli), czyli tereny, gdzie grekokatolicy mieszkali do 1947 r. (woj. małopolskie, podkarpackie, południowe skrawki lubelskiego) i gdzie przywrócono do mniej lub bardziej regularnego greckokatolickiego kultu kilkadziesiąt świątyń (kilka wybudowano), oraz 2) tzw. ziemie odzyskane, na które przesiedlono grekokatolików w 1947 r. Poza tymi dwoma obszarami parafii greckokatolickich prawie nie ma (a i tam, gdzie są, znajdują się w dużym na ogół rozproszeniu). „Nadmiar” grekokatolików w NSP 2011 może być zatem przesłanką do postawienia tezy, iż wskutek migracji ludności obecna sieć parafialna UKGK w jakiejś części przestała być adekwatną do potrzeb wiernych „nowej” czy „wtórnej” diaspory. Oczywiście pełniejszy obraz uzyskamy wtedy, gdy dostępne staną się dane dotyczące regionów zamieszkania grekokatolików. Równie ciekawie zapowiadają się – także w przypadku prawosławnych – dane dotyczące obywatelstwa, narodowości, języka i innych cech osób deklarujących przynależność do jednego z dwóch omawianych tu Kościołów wschodnich.

Źródło: ekumenizm.pl

Komentarze
  1. biskup z daczy pisze:

    Wnioski:
    1, Politycy przestaną w końcu łazić do duchownych z prośbą o poparcie bo nie ma kogo prosić prawosławnych jest za mała a przykład Aleksandra Sosny dowodzi, że nawet megakampania z ambon i megawsparcie Cerkwii nic niedaje i nie gwarantuje mandatu,(może nawet szkodzi)
    2. Sawa, Jasza & company przystaną się liczyć,
    3. Będą dalsze zdecydowane cięcia w ordynariacie,
    4. Będą cięcia wśród katechetów
    5. Będą cięcia w dotacjach i Funduszu kościelnym,
    6. Stosowne organy przyjrzą sie rozliczeniu milionów dotacji np. na remont klasztoru w Supraślu
    P.S. Teraz zrozumiałem dlaczego abp. SAWA tak nie chce likwidacji Funduszu Kościelnego bo to koniec kasy. To koniec interesów i interesików. Sami wierni zaczną płacić na Cerkiew darowizny albo i nie.Co gorsza wierni zarządają rozliczenia darowizn i szczegółowych informacji o wydatkach.
    P.S. Polecam artykuł dr Jarosława Matwiejuka Odpisy na Kościoły to nic strasznego oto adres :http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130311/OBSERWATOR/130309545

  2. JanEK pisze:

    No i wsioki bez wykształcenia (vide wypociny gimbusa pod nickiem „biskup z daczy”) się cieszą – bo naszym (czyli wszystkim prawosławnym) będzie gorzej. Typowa reakcja zaścianka umysłowego: fajnie, kiedy bliźniemu jest gorzej niż mnie…

    • Utrata pozycji w państwie nie jest tutaj (przynajmniej dla mnie) taka ważna. Dużo ważniejsze jest dlaczego do takiego spadku wiernych doszło.
      Z 750 000 w latach 70-tych do 130 000 obecnie.
      Choć i te statystyki z lat 70-tych też mogą być zawyżone, lecz bez wątpienia wtedy było dużo więcej niż 130 000 dusz. Napominam, że niż demograficzny dopiero za 5-10 lat się rozpocznie.

    • biskup z daczy pisze:

      Nie wsioki, ale raczej szczerze zatroskani skutkami rządów naszych „przywódców duchowych”. Wniosek zasadniczy prawosławny jest taki niewykształcony i zapatrzony w mamonę kler jest winny zapaści w Cerkwii.Zdaje się że interes siada. Skandale, rozwody, rozpusta, wystawny styl życia, pustka duchowa, komunistyczni donosiciele(np. SAWA) to są zasadnicze przyczyny upadku Prawosławia w RP.

      • AlfaRomeo pisze:

        No, dobra – nie „wsioki”, ale członek stowarzyszenia Mensa International też tego nie napisał: „Wniosek zasadniczy prawosławny jest taki niewykształcony i zapatrzony w mamonę kler jest winny zapaści w Cerkwii„… Wygląda więc na to, że jest to klasyczny gimbus, który jest:
        1) „niewykształcony” – nie potrafi wyrazić myśli (nawet najprostszej);
        2) „zapatrzony w mamonę kler” – używa nicka „biskup z daczy”;
        3) „pusty duchowo” – potrzebuje internetu, by wyrazić swe „duchowe” potrzeby, oskarżając w czambuł wszystkich duchownych, czyli swoich bliźnich;
        4) pozornie „zatroskany” o losy Prawosławia, bo określa Je mianem „interesu”.
        I taki ktoś śmie stawiać komuś zarzuty…

  3. HUŚ pisze:

    Dziwne, wg „Wyznania religijne, stowarzyszenia narodowościowe i etniczne w Polsce 2009-2011„, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2013, s. 51 (ISBN 978-83-7027-519-8): „Kościół Prawosławny liczy ogółem 504.150 wiernych (duchownych 416, świątyń 423 i parafii 233)„…
    Przedmowa” Dyrektora Departamentu Badań Społecznych i Warunków Życia p. Piotra Łysonia jest datowana na MARZEC 2013 r.
    Jak w ciągu niecałego miesiąca umknęło GUS-owi tyle setek tysięcy prawosławnych…

    • Rozmawiałem kiedyś z jednym duchownym (imię tutaj pominę) który podał mi liczby prawosławnych w podlaskich miastach, wioskach + Zachód i Podkarpacie i Chełmszczyzna. Wynik był mniej niż 200 000. Kiedyś pan Jerzy Kalina również potwierdził (ze swych obliczeń) taki tragiczny liczebny stan rzeczy.

      • Paweł Jerzy pisze:

        Czy to jest liczba prawosławnych w Polsce w ogóle czy tylko tych, którzy deklarują się i chodzą do cerkwi? Bo jeśli to ilość ogólna, to przypuszczam, że praktykujących jest jeszcze mniej.

      • Jest to liczba ogólna zapisanych w parafialnym rejestrze. Dla przykładu w Hajnówce, prawosławnych jest niby 14 000 z tego w niedzielnych nabożeństwach uczestniczy około 1500 osób czyli jedynie 10 % prawosławnej społeczności.
        Jeśli weźmiemy 10 % z podanej przez GUS liczby 150 000 prawosławnych w Polsce, czyli do cerkwi chodzi około 15 000 dusz. Jednak podkreślam, że moje obliczenia są lekko zawyżone aby nikt mi niczego nie zarzucał. Tym nie mniej nie jest to optymistyczna liczba… powiem więcej, jest to tragiczna liczba…

  4. anyvip pisze:

    Kiedy Sawa doszedł do władzy(1998r.) postanowił policzyć ile ma owieczek w swym stadzie i okazało się,że jest ich tylko ok.324 tys. z deklarowanych ok.700 tys w owym czasie (informacja z pierwszej ręki,choć nikt oficjalnie tego zapewne nie potwierdzi z przyczyn oczywistych).Liczbę wiernych wyliczono na podstawie sprawozdań,które każdy proboszcz składa do swego biskupa każdego roku,więc wydaje się być wiarygodna.Wiele czynników,które wpływają na liczebność wiernych jest od Cerkwi niezależna,jak np.emigracja,w tym zarobkowa w szczególności.Tym nie mniej nie wydaje się, by aż tak duża liczba prawosławnych wyjechała z Polski.Według mnie obecny episkopat niestety ale przyłożył do tego rękę,myślę że bliżej nie trzeba wyjaśniać zgubnej polityki jaką prowadzi.

    • W to „dokładne” liczenie przez proboszczów to też nie ma co wierzyć. W takich miastach jak Białystok, Warszawa, Lublin, Chełm nie da się przejść przez wszystkie ulice i do każdego zapukać. Po drugie proboszczowie zapisują rodziny mieszane jako całość.

    • wyświecony przez TW Jurka pisze:

      Powiem to z bólem: wielkim, kolejny historyczny błąd 76 letniego Sawy.
      Najpierw zmarnował wielką szansę dla Prawosławia jakim była Katedra Teologi Prawosławnej na Uniewersytecie w Bialymstoku i stworzył przesłanki do jej redukcji i likwidacji zresztą w atmosferze głośnego skandalu (w UwB do dzisiaj opowiadają jak krzyczał że redukcje są sprzeczne z prawem boskim a kontrujący go rektor spokojnie zapytywał a czy dojenie UwB to jest zgodne z prawem boskim?)
      Po drugie roztrwonił wraz z innymi biskupami Prawosławie w RP. Polityka budowania murów cerkiewnych, często wątpliwej urody (patrz np. dzwonnica Cerkwi Św. Ducha zwana przez wiernych minaretem) i brak inwestycji w kadry, w młodych, inteligentnych duchownych.
      Popieranie sobie podobnych starych i uwikłanych w służbę dla SB i UB mści się co raz bardziej.
      Teraz rozumiem dlaczego Kościół katolicki bezwzględnie odsyła swoich metropolitów w wieku 75 lat na emeryturę. Po prostu popełniają zbyt dużo błędów i nie przystają do rzeczywistości oraz nienadąrzają za rzeczywistościa. Starcy są świetni ale jako seniorzy-emeryci.
      Metropolita Sawa przejdzie zatem do historii jako ten co to za jego rządów Cerkiew skurczyła się o 2/3 i to bez represji i prześladowań.

      • SuperKACAP pisze:

        Kolejny gimbus na linii…
        Jeśli cię wyświęcał TW Jurek, to twoje święcenia też nie są ciekawe ;-(
        Piszesz „brak inwestycji w kadry, w młodych, inteligentnych duchownych” – masz rację. Podam ci przykład: wyświęcony przez TW Jurka duchowny pisze m.in.: „Teologi”, „Uniewersytecie”, „nienadąrzają”, „rzeczywistościa” oraz na koniec wyraża arcygenialną myśl – „Starcy są świetni ale jako seniorzy-emeryci”!
        Czy są jeszcze jakieś granice grubiaństwa, których by tutaj dotychczas nie przekroczono?…

      • SuperKACAP-ie,
        część z tego co podałeś to zwykłe literówki. To co pisze Twój oponent jest w warte uwagi, bo jest w znacznej mierze prawdziwe. Nie każdy, kto wytyka błędy jest od razu „gimbusem”. Chyba, że nie masz żadnych kontrargumentów i chcesz zdyskredytować niewygodnych komentatorów taką właśnie etykietką.

      • SuperKACAP pisze:

        Zadziwia mnie bowiem połączenie magla i rynsztoka, podlane sosem rzekomej troski o Cerkiew…
        Rodzi się szereg kardynalnych pytań, pp: kto ma prawo wytykać błędy, jaka jest definicja „błędu” i kto ją określa; czy gdy jesteśmy szczerze czymś zaniepokojeni, to nie powinniśmy raczej zwrócić uwagę temu komuś, kto wg nas popełnia błąd/błędy, a nie roztrząsać tego w sieci itd…
        Aż ciśnie się na klawiaturę analogia z przypadkiem ks. Lemańskiego – gwiazdy sezonu ogórkowego…
        Czyżby wszystko już było przeznaczone tylko dla gawiedzi, podporządkowane syceniu jej skandalami, schlebianiu jej specyficznym gustom? W ten sposób należy rozumieć motto pewnego bloga „vox populi, vox Dei”?

      • Niestety osobiste zwrócenie hierarchom uwagi nie daje żadnego efektu. Zaś poruszenie tych i owych kwestii na tym portalu skutkowało szybkimi zmianami, jak choćby w kadrach kancelarii diecezji białostocko-gdańskiej. O czym informowali nas sami parafianie (może duchowni?) tej diecezji. Szczegółów nie podajemy, ze względu na pomyślne zakończenie skandalu.
        Widać takie czasy nastały, że inaczej do polskich hierarchów nie można dotrzeć. Na żal…

  5. KACAP pisze:

    Po przyjęciu rozwiązań prawnych, zgodnie z którymi Cerkiew będzie się musiała utrzymywać tylko z odpisów podatkowych swoich wiernych – liczba tych wiernych spadnie do zera. To takie dla nas, kacapów, typowe…

  6. ... pisze:

    Nie rozumiem skąd to zdziwienie? Ubyło wiernych i nikt nie wie dlaczego? Powody są banalne. Oto one: 1. Pokolenie wiecznych kawalerów wiejskich (w wieku od 40 do 60 lat) skutecznie wyeliminowało się samo z racji nadużywania napojów wysokoprocentowych. 2. Młodzi, myślący ludzie z tychże wsi i mniejszych miasteczek: wyjeżdżają w celach edukacyjnych (szkoła ponadgimnazjalna, wyższa uczelnia) i już nie wracają. Bo i do czego wracać mają? A w nowym środowisku nie chcą, nie potrafią być prawosławnymi i nie ujawniają się w parafiach. 3. Wystarczy posłuchać zapowiedzi przedślubnych w jakiejkolwiek parafii. Gros nowych par małżeńskich to pary mieszane wyznaniowo, gdzie w dużej części przypadków, sakramentem małżeńskim w Cerkwi, strona prawosławna „uroczyście żegna się z Cerkwią”. Dzieci zrodzone z takich związków to już wierni KRK. 4. Emigracja zarobkowa. Sam mogę wskazać kilkanaście a nawet kilkadziesiąt prawosławnych osób, które znam lepiej lub gorzej, a które obecnie zamieszkują we Włoszech, Belgii, Holandii, Wlk. Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii, itp. Oni także tu nie wrócą. Ot, i zagadka rozwiązana.
    A co do osobistych wycieczek niektórych komentujących w stronę Władyki Sawy. Jakim jest człowiekiem, wie większość z wiernych. Jednym się podoba, innym nie. Natomiast Jego praca dla Cerkwi i wiernych była i jest tytaniczna. A to, że przejmujący Jego osiągnięcia nie są w stanie ich utrzymać lub rozwinąć? Sam Metropolita wszystkiego nie zrobi. I drobna sugestia dla wszystkich „zatroskanych” i innych „wyświeconych (swoją drogą – słabo „oświeconych”)”. Najpierw sami zróbcie coś dla Cerkwi, choć 1% tego co Metropolita, a dopiero później komentujcie.

    • Kanonizować TW Jurka ! 😉
      Sawa santo subito!

    • kleryk z warszawy pisze:

      Do gloryfikatora i wielbiciela Metropolity Sawy słów kilka pod rozwagę. Tak, tak najlepiej nic nie mówić i milczeć. Znamy te śpiewki starego układu i duchownych, którzy mają się znakomicie jeżdżąc mercedesami.
      My młodzi duchowni na szczęście mamy zdecydowanie inne zdanie.
      Co do generaliów co byś nie pisał i tak abp SAWA (Michał Hrycuniak) przejdzie do historii jako:
      1. wielokrotnie biorący kasę od Służby Bezpieczeństwa TW Jurek,
      2. za panowania którego PAKP stało się mało znaczącym kościołem uwikłanym w politykę z katastrofalnym spadkiem liczby wiernych,
      3.ten, który nie dał sakry biskupiej wielbionemu przez naród prawosławny arch. Gabrielowi,
      4.za rządów którego zlikwidywano de facto Katedrą Teoologii Prawosławnej na UwB,
      5.ten, który pozwolił na budowę cerkwii- koszmarków architektonicznych,
      6. prowadzi liczne interesy sensu stricto, min. z pewnym skazanym przez sąd archontem,
      7. otoczył się ludźmi miałkimi i klakierami, często o wątpliwej moralności, a znaczących postaci o dużym wymiarze intelektulanym i formacie pozbył się ze swojego otoczenia,
      8. toleruje wiele lat biskupów o różnych „przypadłościach” i jednocześnie kolegów agentów SB,
      9. toleruje zapuszczanie (upadek) niegdyś wiodącej diecezji rządzonej przez biskupa, który „zgodnie” z kanonami bardziej umiłował daczę niż katedrę,
      P.S. W warszawskiej kurii zasłyszałem, że ponoć Władyka poszukuje teraz pilnie kontaktów z Pisem (idącym po władzę) gotów go poprzeć jako partię wartości oczywiście za określoną cenę. Ciekaw jestem jaką?
      My młodzi duchowni prawdę mówiąc mamy już tego co robią starzy w Cerkwii dość i mamy nadzieję, że Pis nie będzie aż głupi, nie da się nabrać i będzie konsekwenty w dekomunizacji kościołów.Swoją drogą będziemy pamiętać o wszystkich przydupasach i gloryfikatorach wszelkiej maści czerpiących korzyści i sławiących to co dzieje się w PAKP. Naprawdę mamy znakomitą wiedzę.

      • ... pisze:

        PP, niedawno wytykał Pan jednemu z Użytkowników niemerytoryczność wypowiedzi. Takie ironizowanie w stylu „santo subito”, etc. też mało ma wspólnego z rzeczową dyskusją. Żałuję, że Osoba postrzegana w niektórych, cerkiewnych gremiach jako „sumienie” Cerkwi używa tego typu argumentów.
        Szanowny Panie Kleryku z Warszawy i inni, przepraszam za wyrażenie, „młodzi duchowni” (myślę sobie więc, że chyba jestem starszy), Już kiedyś pisałem, że jedyną rzeczą, którą Panów boli jest brak dostępu do przywilejów. To, co Pan napisał utwierdza mnie tylko w moim przekonaniu. Tak na marginesie. Wystarczy poprosić i być może uzyska Pan zgodę na pobyt na daczy (Pan nie ma? Boli to Pana? Proszę iść o pracy – tak jak każdy, normalny człowiek i po pewnym czasie kupi Pan sobie).
        PS 1. Szanuję Metropolitę za Jego dokonania. Jeśli Panowie je kwestionują (piszę Panowie, bo z duchownymi macie raczej mało wspólnego) możecie zaprezentować własne osiągnięcia. Domyślam się, że są one ponadprzeciętne, tzn. tak wielkie, że nikt ich nie dostrzega.
        PS 2. Proszę nikogo nie straszyć słowami typu „będziemy pamiętać”. Pamiętajcie na zdrowie! Obyście nie zapomnieli też na czym polega chrześcijaństwo.

      • Panie Stepaniuk,
        Rozumiem Pana postawę, ale wcale nie oznacza że muszę się z nią zgadzać. Jednemu budowanie świątyń, zwiększanie politycznego znaczenia PAKP-u na arenie międzynarodowej, wystawność, służby z pompą będą świadczyć o „wspaniałym” dziele metr. Sawy. Dla mnie to nie ma nic wspólnego z Prawosławiem. I jak widzimy przynosi tragiczne skutki.
        Podał Pan wiele powodów dla których ubyło prawosławnych. Jednak nie wierzę, że z powodu np. zarobkowych wyjechało 2/3 prawosławnych w Polsce. Inne czynniki podane przez Pana też nie mogą mieć aż tak wielkiego zasięgu.
        Według mnie najważniejszym i decydującym czynnikiem jest brak zainteresowania Prawosławiem wśród samych prawosławnych. Wynikłym z powodu propagowania gorszących i powszechnie znanych zachowań kleru. U nas nie ma moralnej dyscypliny. Jest za to rozwiązłość i niskich polotów zachowanie się hierarchów. Bo np. słowa metr. Sawy skierowane do młodego duchownego w obecności ponad 100 osób: „czy dosiadałeś już matuszkę?” dla mnie nie świadczą dobrze o metropolicie.
        Co z tylu nowych świątyń jeśli obecny w nich duch jest niezgodny z duchem Ewangelii? Co ze zwiększeniem się liczby kleru, jeśli większość z nich swym amoralnym zachowaniem jedynie gorszy nie tylko prawosławnych w Polsce. U nas nie ma misji bo nikt nie przyjdzie do Prawosławia, tylko dla pustej estetyki i ładnych służb.

        Pozwoliłem sobie na żart z kanonizacją Sawy, gdyż przypomniał mi Pan wypowiedź jednego z młodych kleryków, który nie rozumiejąc powagi świętości stwierdził, że Sawę w przyszłości pewnie kanonizują. Wtedy nie wiedziałem, czy śmiać się czy płakać.

      • petro pisze:

        PP ma tu cakowita racje. Dodam od siebie, ze ekumenicznymi wystepami, modernizowaniem liturgi, kalendarza, uznawaniem chrztu innowiercow i tak dalej przynioslo takie skutki. Niestety takie wlasnie szopki spowodowalo tez, ze moj brat odszedl od cerkwi i stal sie ateista (nie poznajac prawdziwego prawoslawia teraz nawet nie ma sposobu, zeby przeczytal jakikolwiek artykul o prawoslawiu 😦 ). Widze tez po swoich znajomych zerowe zainteresowanie prawoslawiem. Ilez to ja sie nasluchalem od nich, ze duchowni to biznesmeni, alkoholicy itd. a jak w kolko powtarzam, ze do Cerkwi nie przychodzimy dla duchowienstwa, ale do Boga.
        Chwala Bogu, ze jeszcze mamy ksiazki, kilka niezaleznych stron, z ktorych mozemy dowiedziec sie o prawdziwym prawoslawiu i nadchodzacych czasach, o ktorych tak malo sie slyszy w kazaniach. Swoja droga chcialbym pochwalic za kazanie o. Szeszko podczas pielgrzymki. Przyjemnie bylo slyszec jak opowiadal o problemach w dzisiejszych czasach m.in. ubiorze kobiet, mezczyzn, czy tez braku sensu liturgii w j. polskim.

    • anyvip pisze:

      … pisze:”… Jego praca dla Cerkwi i wiernych była i jest tytaniczna. ”
      Może w takim razie oświecisz tych nieoświeconych i podzielisz się wiedzą na temat „tytanicznej”pracy m.Sawy.

      • ... pisze:

        Szanowny PP,
        Płacz, śmiej się, wytykaj. Osobiście uważam, że jeśli ktoś chce być Prawosławnym – będzie nim bez względu na zachowania kleru.

        Szanowny anyvip,
        Nikogo nie mam zamiaru oświecać. gdyż nie jest to moją rolą. Każdy widzi to, co chce zobaczyć.

      • Dodam jeszcze parę swych groszy…
        Milczy się o sprzedawaniu przez PAKP parafii dla protestantów i katolików. Nikt nie mówi jak to parę lat temu dogadano się po cichu z unitami i wymieniono się parafiami, w stylu – my wam damy prawa do tej naszej, a wy nam oddacie prawa na wyłączność do innej z której korzystamy wspólnie. Wycenić i oddać dusze na zatracenie, – oto tytaniczna praca m.Sawy! Do tego dochodzi ogromny wzrost na Podlasiu liczby sekciarskich parafii baptystów, jehowych itp., gdzie ich trzon stanowią byli prawosławni! Co gorsza z kontaktów z tymi pastorami wiem, że mają oni bardzo ale to bardzo przyjacielskie, powiedzmy braterskie stosunki z naszym klerem, który nic sobie nie robi z tego, że ich owieczki wpadają w łapy wilków. Pytanie: gdzie podziali się wierni? Idź do innowierców, tam ich zobaczysz.
        Mało tego, gdzie podziała się ogromna (większa i bogatsza niż podlaski zaścianek) eparchia chełmska, przemyska? Tak, Akcja Wisła zrobiła swoje, ale nasi „wspaniali” zwierzchnicy też nic nie zrobili aby zebrać rozproszone owce, otoczyć ich pasterską opieką. Dlaczego? Bo służyli nie Bogu, lecz UB, SB.
        Za jakość i liczebność stada odpowiadają nie owce, lecz pasterze. Gdy przyjdzie Gospodarz by sądzić, odpłaci pięknym swym pseudo pasterzom – kolaborantom z antychrystową władzą.

        Piszesz,
        Osobiście uważam, że jeśli ktoś chce być Prawosławnym – będzie nim bez względu na zachowania kleru.
        Jeślibyś się urodził jako nieprawosławny, to „ze względu na zachowanie kleru” na pewno do Cerkwi byś nie przyszedł.

  7. k25 pisze:

    Przede wszystkim, to nigdy nikt nie twierdził, że prawosławnych jest w Polsce 700 tyś. Nie wiem skąd ta liczba? Może z sufitu? PAKP deklarowała liczbę wiernych rzędu 500-600 tyś, ale nie 700 tyś. Dane te mają pochodzić od proboszczów poszczególnych parafii. Zakładając oczywiście, że są to dane wiarygodne. Proboszczom trzeba uwierzyć „na słowo”, ponieważ nie ma narzędzi do weryfikacji podawanych przez nich danych. Jak ktoś już tu przytomnie zauważył, proboszczowie mogą zaliczać w poczet swoich wiernych całą rodzinę wyznaniowo mieszaną, w której de facto jest tylko jedna osoba prawosławna. Może to oczywiście zawyżać statystyki.

    Cofnijmy się troszkę w czasie. Z danych spisu powszechnego z 1931 r. wynika, że w obecnych granicach Polski mieszkało wówczas ok. 390 tyś. prawosławnych. Część historyków kwestionuje rzetelność tego spisu, więc można by poddać tą liczbę w wątpliwość. Została ona jednak potwierdzona przez metropolię prawosławną, która według własnych danych oszacowała liczbę wiernych na tym terenie na 395 tyś. Najwięcej wiernych mieszkało w województwie lubelskim – 210 tyś., zaś 137 tyś. w woj. podlaskim. Reszta żyła w diasporze.

    W trakcie wojny i tuż po niej dokonano wysiedleń z województwa lubelskiego do ZSRR (częściowo także z Podlasia). Później miała miejsce też akcja „Wisła”. Część z wymienionych wyżej 395 tyś. wiernych wyjechała z Polski. Zwarte osadnictwo prawosławne na lubelszczyźnie uległo rozbiciu. W efekcie, po 1947 r. to białostocczcyzna stała się największym skupiskiem prawosławnych w Polsce. Jest tak po dziś dzień.

    Ilu zatem wiernych liczyła nasza Cerkiew po wojennej zawierusze? Według danych własnych PAKP, pochodzących z 1951 r. prawosławnych pozostało w Polsce 147 tyś., z czego 113 tyś. mieszkało na białostocczyźnie.

    Kolejne dane mamy z 1968 r, z wydziału ds. wyznań WRN., które mówią o 173 tyś. prawosławnych w skali kraju, z czego w województwie białostockim 141 tyś.

    Jak widać, po wojnie liczba prawosławnych w skali kraju nie przekraczała nigdy 200 tyś. Można naturalnie zwrócić uwagę na przyrost naturalny, ale trzeba wziąć też pod uwagę emigrację, małżeństwa mieszane, konwersje na inne wyznania. Wydaje się, że obecnie liczba prawosławnych w kraju nie powinna przekraczać wspomnianych 200 tyś. Zresztą, sam metropolita wspominał kiedyś, że prawosławnych w Polsce to jest nie więcej niż 200 tyś.

    Wygląda więc na to, że liczba 500-600 tyś. podawana oficjalnie przez PAKP jest mocno przeszacowana. Trudno powiedzieć dlaczego. Może proboszczowie stosują błędną metodologię w liczeniu swoich parafian? A może metropolia troszkę sztucznie zawyża dane podawane do oficjalnej wiadomości, bo jest to korzystniejsze dla naszej Cerkwi? Trudno powiedzieć.

    Niemniej jednak byłbym daleki od oskarżania metropolity Sawy o doprowadzanie do „upadku” Cerkwi i drastycznego zmniejszenia liczby wiernych z 700 tyś. do 200 tyś. rzekomo za jego rządów. Przede wszystkim dlatego, że prawosławnych w Polsce w okresie powojennym nigdy nie było aż 700 tyś. Nie było ich nawet 500 czy 600 tyś. Najprawdopodobniej ta liczba nigdy nie przekroczyła liczby 200 tyś., co mniej więcej się zgadza z wynikami spisu powszechnego. Piszę „mniej więcej”, ponieważ metodologia przyjęta przez autorów spisu jest, co najmniej kontrowersyjna i również może mieć wpływ na wyniki.

    Tak więc szanowni interlokutorzy, nie obrzucajcie metropolity oskarżeniami, że doprowadził do zmniejszenia liczby wiernych PAKP, ponieważ tych wiernych nigdy nie było jakoś drastycznie więcej niż jest obecnie.

    p.s. korzystałem z informacji opracowanych przez Krzysztofa Gossa z jego artykułu „Trzeba głosić prawdę” – „Czasopis” nr. 1/2005 r.

    • Trzeba jeszcze dodać, że korzystając z przedwojennych statystyk nie spełniamy tych samych wymogów terytorialnych. Bo co można rozumieć pod słowem Podlasie w obecnych granicach, a co było Podlasiem w czasie sanacyjnym. Do tego dochodzi naturalny przyrost, który po latach 70-tych powinien dać nam zwiększenie liczebności prawosławnych, a nie utrzymanie się w tej samej liczbie. Nikt nie mówił, że z powodów rządów jednego metr. Sawy spadła liczebność wiernych z 700 tyś. Liczbę 700 tyś podawała encyklopedia PWN z lat 70-tych. Proboszczom nie zależy na tym, aby drastycznie zwiększać liczby swych wiernych, tym bardziej aż trzykrotnie. Zresztą to by się im nie opłacało. Bo według liczebności parafii są nadawane przez metr. Sawę obowiązkowe coroczne kwoty do zapłaty. Wiejska mała parafia ma do spłacenia kwoty rzędu 20 000 zł. Potrójnie zwiększać sobie takiej kwoty nie chciałby żaden duchowny.

  8. k25 pisze:

    Encyklopedia PWN nie jest, obiektywnie rzecz biorąc, najbardziej wiarygodnym źródłem tego typu danych. Własnych badań przecież jej redaktorzy nie prowadzili. Po prostu skądś zaczerpnęli dane o 700 tyś. wiernych. Na pewno nie od władz państwowych, bo te w 1968 r. podały liczbę 173 tyś. Nie wiemy zatem na jakiej podstawie ustalili liczbę 700 tyś.

    Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że żadne statystyki powojenne, ani te cerkiewne z 1951 r., ani te państwowe z 1968 r. nie zbliżyły się nawet do 700 tyś. Ba, nie zbliżyły się nawet do 500 czy 600 tyś. Liczbę 700 tyś. szacowni redaktorzy z PWN wzięli najwyraźniej… „z sufitu”!

    Przedwojenne statystyki, na które się powołałem, zaczerpnąłem z artykułu Pana Grossa. Dotyczą one Polski w jej obecnych granicach. Owszem, Podlasie przedwojenne, to nie Podlasie powojenne. Dane jednak zostały zestawione dla tej części Podlasia, która po wojnie znalazła się w granicach państwa Polskiego.

    Argument o przyroście naturalnym miałby może rację bytu, gdyby nie fakt repatriacji do ZSRR. Bardzo dużo prawosławnych wtedy wyjechało. Do tego należy dodać śmierć na wojnie, czy emigrację. Należy też wziąć pod uwagę konwersje. Przyrost naturalny nie jest w stanie tego zrównoważyć. Byłby to nie bywały cud demograficzny gdyby liczba prawosławnych ze 173 tyś. w 1968 r. urosła ponad czterokrotnie w ciągu kolejnych 10 lat! Jakież by to musiały być rodziny? Po 8-10 dzieci chyba…

    Prawda jest banalna, w tym kraju nigdy po wojnie nie było więcej prawosławnych niż 200 tyś. Jest też tak i dziś. I nie ma w tym żadnej sensacji. Nie jest to też efekt rzekomej „zgubnej polityki naszego episkopatu”. Podejrzewam, ale jest to tylko niczym nie poparte przypuszczenie, że nasze władze cerkiewne dobrze wiedzą, że prawosławnych jest jakieś 200 tyś. Zapewne mniej więcej taka liczba wynika ze sprawozdań proboszczów. A to, że oficjalnie przekazują instytucjom państwowym, że jest nas aż 500-600 tyś. ma jedynie charakter propagandowy. Im więcej wiernych, tym silniejsza pozycja władz cerkiewnych w ewentualnych negocjacjach z rządem. W różnych kwestiach. Sam kiedyś zostałem zapytany przez pewną dziennikarkę ile było młodzieży na majowej pielgrzymce na Świętą Górę Grabarkę. Chociaż zdawałem sobie sprawę, że było nie więcej może niż 300 osób, to jakoś nie miałem ochoty dzielić się z nią tak szczerą informacją. Naciągnąłem więc nieco te dane i powiedziałem, że jakieś 500. Gdyby mnie o to samo zapytał prawosławny dziennikarz pewnie powiedziałbym prawdą, ale w tej sytuacji uznałem, że… robię to z powodów prestiżowych. Ot i cała tajemnica…

  9. anyvip pisze:

    k25 pisze:
    „Encyklopedia PWN nie jest, obiektywnie rzecz biorąc, najbardziej wiarygodnym źródłem… Nie wiemy zatem na jakiej podstawie ustalili liczbę 700 tyś.”
    Może zwrócili się po prostu o informację do kancelarii metropolii, jak to się zazwyczaj robi w takich sytuacjach i otrzymali taką a nie inną liczbę?Myślę,że nie trzeba nikogo przekonywać,że prawosławnych w Polsce jest co najwyżej 200 tys.Można zadać pytanie:dlaczego PAKP podaje oficjalnie liczbę wyliczoną z aptekarską dokładnością :” PAKP zadeklarował wobec GUS liczbę 504 tys. 150 wiernych wg. stanu na rok 2011.”Czy to jest tylko przejaw „syndromu mniejszości” czy ukrywanie prawdy o faktycznym stanie liczebnym Cerkwi?” A to, że oficjalnie przekazują instytucjom państwowym, że jest nas aż 500-600 tyś. ma jedynie charakter propagandowy”.Czemu ma służyć taka propaganda?Czyż nie temu,by wmówić ludziom,że „nie jest jeszcze tak źle”.Tylko człowiek całkowicie indyferentny religijnie może nie zauważać problemu małżeństw mieszanych.Jeszcze nie tak dawno takie pary,mieszane wyznaniowo, stanowiły rzadkość i niemalże nie były tolerowane w rodzinach tradycyjnie prawosławnych, zwłaszcza wiejskich.Problem gwałtownie się nasilił w ostatnich 15 latach i ciągle wzrasta w zastraszającym tempie.Jeśli biskupi i duchowieństwo nic nie zrobią w tym kierunku to będziemy mieli sytuację odwrotną od przedstawionej czyli małżeństwo dwojga prawosławnych będzie rzadkością.Czy zatem wspólne modlitwy z heretykami,spotkania z papieżem,wszelakie kontakty ekumeniczne,itd.tak pieczołowicie rozwijane w ostatnich czasach oraz uznanie chrztu w innych obrządkach, nie przyczyniło się do zmniejszenia liczby prawosławnych?Czy nie dokonał tego(uznania chrztu,spotkania z JP2)obecny metropolita i pozostali biskupi, bo nikt z nich szczególną gorliwością się nie wyróżnia.Czy ktoś z nas nie słyszał zwłaszcza od m.Sawy,że barometrem życia cerkiewnego są monastery.Jeśli monastery się rozwijają,przede wszystkim duchowo,zwiększa się liczba mnichów,ludzie chętnie przyjeżdżają na modlitwę do monasterów to świadczy to o dobrej kondycji całej Cerkwi.Cerkiew bez monastycyzmu,bez monasterów jest w złej kondycji.Co wskazuje barometr życia duchowego w naszej Cerkwi?Jaki jest stan monasterów w Polsce?Musimy z bólem stwierdzić,że monaszestwo u nas źle się ma!.Co prawda kilkanaście lat temu wydawało się,że to drzewo duchowości, obsypuje się liśćmi,kwitnie i przyniesie piękne owoce.Owoce przyniosło,tyle że gorzkie-alkoholizm,odejścia z monasterów,wszelką rozwiązłość z rozpustą włącznie,posiadanie majętności,prywata,przebywanie mnichów,mniszek na tzw.posłuszaniach u biskupów zamiast w monasterach i wiele,wiele innych.I nie winię tu w tym miejscu monaszestwujuszczych, bo wiem,że zdecydowana większość z nich szła do monasteru z ideałem,czystym zamiarem zostania mnichem ale wielu spotkało rozczarowanie,zgorszenie.Choć są wśród nich i czarne owce,które normalnie powinny być oddzielone od stada, to nierzadko pełnią ważne funkcje, ponieważ o wszystkim decyduje biskup.(monastycyzm jest u nas wg tzw.naszej tradycji a tradycję trzeba kultywować.I to nic,że ta „tradycja” nie ma nic wspólnego z prawdziwą, prawosławną,bizantyjską).Czy za taki stan rzeczy nie odpowiada episkopat z metropolitą na czele?Nie mieliby winy biskupi gdyby dbali o monastery(przecież z nich będą przyszli biskupi) i parafie nie tylko ze strony materialnej.Gdyby nie modernizowali Cerkwi na siłę(język polski chociażby czy teraz nowa „moda” ławki,ekumenizm itd.),starali się przestrzegać kanonów,ustawu cerkiewnego,wymagali tego od duchowieństwa,będąc przy tym konserwatywnymi i gorliwymi,biorąc przykład z niezliczonej liczby świętych to przyniosłoby o wiele więcej pożytku niż uprawianie propagandy rodem z komuny(może doczekamy się kroniki filmowej) „ile to zbudowano,wyremontowano,przeprowadzono konferencji i ile to jest wiernych w PAKP-u”.
    Czyż nie jest powiedziane:„Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4).Dlaczego hierarchia mówi tylko o materii a zapomina o duchu?

  10. Vlado pisze:

    Wedlug mnie jest to caly czas dobrze funkcjonujaca polityka polonizacji mniejszosci narodowych, problem w tym iz czlonkowie tych mniejszosci narodowych chca stac sie bardziej polscy niz sami polacy, glownie to sie tyczy rosjan i bialorusinowi w mniejszym stopniu ukraincow, ktorzy posiadaja wysoka dume narodowa. Dam dla przykladu podbialostockie Krynki, w ktorych ludnosc jest etnicznie bialoruska, lecz w szkole w Krynkach z powodu „braku chetnych” nie uczy sie bialoruskiego, bo to „wstyd sie uczyc tej chamskiej gwary”, co za tym idzie, w malzenstwach mieszanych ktorych jest coraz wiecej wystepuje kompleks „bialoruskiego chama” i w celu dowartosciowania sie, taki prawoslawny(a) bialorusin(ka) przechodzi na katolicyzm. To jest tylko przyklad Krynek, a podobnych miejscowosci na Podlasiu jest bardzo dluga lista. Dodam, iz jezdzilem do Krynek jako dziecko i pamietam iz w miasteczku spokojnie sie rozmawialo po bialorusku, czy jak kto woli po „tutejszemu”. Bedac niedawno w Krynkach i mowiac po bialorusku (dodam iz nie jestem narodowosci bialoruskiej) wyszedlem na posmiewisko. Nalezy zwrocic uwage na to iz procent malzenstw mieszanych wsrod ukraincow, litwinow, tatarow, niemcow czy innych mniejszosci narodowych jest znikomy, jak rowniez narodowa duma tych mniejszosci jest bardzo wysoka, czego nie ma u mieszkajacych w Polsce bialorusinach i rosjanach(oprocz staroobrzedowcow). Wiec nalezaloby odbudzic uczucia patriotycznego i duchowego mniejszosci na podlasiu, gdyz jezeli bedzie ta tendencja kontunuowac, Prawoslawie na Polskiej czesci podlasia po prostu umrze „smiercia naturalna”. Moge od siebie tez dodac, iz tez przyczynilem sie osobiscie do spadku liczby Prawoslawnych w Polsce, poniewaz od 15 lat mieszkam poza Polska, ale duchowosc Prawoslawia i moja tozsamosc zwiazana z tym regionem jest mi bardzo blizka i identyfikuje sie jako czlowiek Prawoslawny, z polnocno wschodniej Polski, lecz nie polak a czlonek jednej z polskich mniejszosci narodowych. Szkodq iz tak wielokulturowe i i wielonarodowe podlasie sie polonizuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s