Sióstr nie chcą. Nie dadzą im postawić nawet dzwonnicy.

Posted: 12/11/2013 in prawosławni w Polsce

Pani Barbara o siostrach zakonnych z Turkowic: – Mam wielki szacunek do ich wiary. Ale ich ekspansywny sposób zdobywania terenu mnie odpycha. Ledwo coś obronimy, już wymyślają coś nowego Jan Kryszczuk, dobijający osiemdziesiątki rolnik z Turkowic koło Hrubieszowa, razem z żoną Barbarą, emerytowaną sekretarką z miejscowego zespołu szkół rolniczych, przyjmują nas w pokoju gościnnym. On, choć na emeryturze, wciąż na gospodarce. Ona w wolnym czasie pisze wiersze i maluje dla siebie i rodziny. Na kominku obrazy (Jezus, Matka Boska), obok portrety córek. Jedna wyemigrowała do Australii, druga osiadła na Śląsku.

Kryszczukowie mają wielkie pretensje do sióstr, które przed pięciu laty przyjechały do Turkowic.

Pan Jan: – Nie ma żadnej współpracy z siostrami. Gdy były tu jeszcze siostry służebniczki w latach 1919-1951, to wokół nich skupiało się życie kulturalne. Były przedstawienia kulturalne, chóry. A dziś, co tu jest?

Pani Barbara: – Na 15 lipca, kiedy mają swoje święto, przyjeżdża tu kilka autokarów z wiernymi. Ale tłumów nie ma. Było obiecywane, że tu będzie tylko dom modlitwy. Żaden klasztor.

Pan Jan: – Ja też mogę postawić sobie obraz i opowiadać, że jest święty.

Pani Barbara: – Siostry chcą się budować? Niech się budują, ale nie za moje pieniądze. Proszę bardzo, ale niech robią to za swoje.

Kołdra jest krótka

Kryszczukowie są dziś rozżaleni, bo pamiętają, co działo się we wsi w zeszłe wakacje. Mieszkańcy mieli zgłaszać, co chcą zmienić we wsi za unijną kasę. Siostra Natalia zaproponowała ludziom, że to ona napisze taki plan, bo pogrzebała w internecie i trochę się na tym zna. Uwzględniła m.in.: budowę ogrodzenia dla swojego klasztoru (na pierwszym miejscu), a dalej: drogę dojazdową do cmentarza parafialnego z parkingiem, ogrodzenie przy kościele, zagospodarowanie terenu po zlikwidowanym zespole szkół rolniczych (gdzie pracowała pani Barbara), ścieżkę rowerową, generalny remont remizy połączonej ze świetlicą, kupno pojemników do segregacji śmieci i nowy plac zabaw.

Plan trzeba było przegłosować. Do niewyremontowanej świetlicy przyszło prawie 40 osób. Głos zabrał wójt Werbkowic, gminy, na terenie której leżą Turkowice. Lech Bojko postawił sprawę jasno. Kołdra z funduszy unijnych jest krótka. Dostaną siostry, może zabraknąć na inne cele.

Pani Barbara: – My jako wieś chcieliśmy pieniądze przede wszystkim na parking i na świetlicę. A jak siostry zrobiły plan, wyszło wszystko w pierwszej kolejności dla nich.

Argumenty wójta chwyciły. Powtarzali je inni. – Siostry chcą pieniędzy na ogrodzenie, by się od wsi oddzielić. W głowach się poprzewracało – rzucił ktoś z boku. Potem ludzie na wyścigi wyliczali, czego to jeszcze we wsi brakuje. I zaraz się okazało, że potrzeby sióstr są najmniej ważne. – Co wy tutaj w ogóle robicie? – usłyszały w pewnym momencie. Jak twierdzą niektórzy mieszkańcy, siostry się wręcz obraziły, wstały i ostentacyjnie zwróciły się w stronę drzwi.

Siostry zapewniają jednak, że oczywiście były wzburzone, jednak o żadnym wyjściu z sali mowy nie było. Dziwiły się, że wieś nie chce, by Unia dołożyła do budowy ogrodzenia klasztoru, którego koszt to tylko ok. 20 tysięcy, a siostry miały pieniądze na wkład własny.

W głosowaniu nie miały szans. Zapamiętały, że 30 osób było przeciwko ich projektowi, kilka się wstrzymało i oprócz nich tylko jeden pan Czesio, starszy mężczyzna pomagający im w gospodarstwie, głosował „za”. A potem płakał, że wieś tak potraktowała zakonnice.

Rozkwita tylko klasztor

Cała gmina, w której leżą Turkowice, to najżyźniejsze ziemie w kraju. Wjeżdżając tam, jak okiem sięgnąć zobaczyć można czarne jak grafit gleby, wręcz idealne pod pszenicę i buraki cukrowe. To właśnie dlatego w latach 60. wzniesiono tam wielką cukrownię. Za PRL gmina kwitła, a gospodarze bogacili się.

W III RP już tak kolorowo nie jest. Nie widać tego co prawda po Werbkowicach, bo działa tam cukrownia, jedna z dwóch ocalałych na Lubelszczyźnie, stolica gminy niedługo zacznie starać się o nadanie praw miejskich.

Ale im dalej od Werbkowic, tym gorzej. Bieda, brak pracy, jak wszędzie na wsi.

Samorząd, żeby zaoszczędzić, oddał wiejskie szkoły stowarzyszeniom, które prowadzą już sześć podstawówek i gimnazjum. Gmina zostawiła sobie tylko dwa zespoły szkół i przedszkole. Nie obyło się bez protestów rozczarowanych rodziców i tracących pewną pracę i przywileje nauczycieli.

Turkowice zaciskanie pasa w oświacie dotknęło najmocniej. Przejęta przez stowarzyszenie miejscowa podstawówka nie zatrudniła starej kadry przyzwyczajonej do pracy w ramach Karty nauczyciela (pensum, dodatki, itd.), ale wzięła nowych, tańszych pedagogów, często z odległych miejscowości. Ale przynajmniej dzieci z Turkowic uczą się na miejscu.

Co innego z przepastną siedzibą zespołu szkół rolniczych z wielkim internatem, gdzie jeszcze dekadę temu mieszkało sześciuset uczniów nie tylko z terenu gminy. Z końcem ubiegłego roku szkolnego powiat zespół zamknął i – obniżając cenę – wciąż szuka chętnych na kupno jego siedziby.

Jedyne co dziś w Turkowicach rozkwita, to żeński klasztor prawosławny, gdzie mieszka dziewięć zakonnic. To ten, który kłuje w uczy większość miejscowych.

Żadnej cerkwi tu nie było

Prawosławne mniszki przyjechały do Turkowic na początku wieku, bo tu znajdowała się w przeszłości cudowna Ikona Matki Bożej Turkowickiej. Oprócz klasztoru siostry prowadziły tam szkołę, szpital i sierociniec.

Uciekły stąd na początku I wojny światowej, a po jej zakończeniu na klasztorne tereny wprowadziły się siostry katolickie (służebniczki) i to w ich sierocińcu wychowywał się Jan Kryszczuk.

Pan Jan: – Ja tu jestem od dziecka i jak dobrze pamiętam, to tu nigdy nie było żadnej cerkwi.

Cerkiew, a właściwie jej miniaturę, chce postawić w Turkowicach prawosławna diecezja lubelsko-chełmska.

Siostry mają hektarową działkę przy drodze do dawnego zespołu szkół rolniczych. A na niej dom rekolekcyjny, budynek gospodarczy i cerkiew z Ikoną Matki Bożej Turkowickiej. Dla dziewięciu sióstr, przynajmniej w teorii, miejsca jest dość.

Arcybiskup lubelsko-chełmski Abel: – Każdego roku w paschalny piątek 15 lipca oraz 14 października do Turkowic przyjeżdża wielu prawosławnych wiernych, którzy chcą wziąć udział w boskiej liturgii eucharystycznej, procesji i modlitwie z poświęceniem wody. W uroczystościach tych biorą udział prawosławni hierarchowie i duchowieństwo. Nazwa Turkowic i regionu jest coraz bardziej znana w całej Polsce.

Siostra Eufalia: – Na nasze uroczystości przybywa wielu pielgrzymów z całego kraju i z zagranicy, nawet do tysiąca osób. Wszystkich chciałybyśmy godnie przyjąć, jednak nie mamy ku temu dostatecznych warunków.

Siostra Natalia: – Ale największy problem mamy zimą. Okna cerkwi są zamykane na gwoździe. Wewnątrz panuje przeraźliwy chłód. Nabożeństwa odprawiamy w budynku gospodarczym.

Przekręcony drogowskaz

Prawosławni na własnej działce mogą się rozbudowywać, bo gwarantuje im to konstytucja chroniąca święte prawo własności i wolności religijnej. Jednak żeby postawić murowaną miniaturę cerkwi z drewnianą kaplicą i dzwonnicą, radni muszą zgodzić się na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. Ten obecnie obowiązujący przewiduje na parceli sióstr jedynie szkoły i lasy.

Ludzie najpierw zaczęli podnosić pretensje właśnie o drzewa. Rzeczywiście siostry wycięły ich już 78. Zresztą zgodnie z pozwoleniami. W większości były to 30-letnie samosiejki olchy szarej.

Barbara Kryszczuk: – Prawosławie u nas kojarzy się jednoznacznie. Z zaborem rosyjskim. Budynki, gdzie wprowadziły się siostry, postawiono w celu rusyfikacji. Gdy to prawosławni kupili, zapewniali, że będzie dom modlitwy. A co się dzieje?

Jan Kryszczuk: – Miało nie być klasztoru i cerkwi.

Pani Barbara: – Mam wielki szacunek do ich wiary. Ale ich ekspansywny sposób zdobywania terenu mnie odpycha. Ledwo coś obronimy, już wymyślają coś nowego. No i jeszcze, dlaczego wyciągają rękę po unijne? Przecież to nasze pieniądze, a nie ich.

Pan Jan: – U nas nie ma wiernych prawosławnych. Ani jednego.

Siostra Eufalia: – Podczas każdego nabożeństwa drzwi mamy otwarte, może wejść każdy, jednak z mieszkańców wsi nikt nie przychodzi. Za to szczególnie latem często mamy turystów.

Siostra Natalia: – Prosiłyśmy w starostwie o ustawienie drogowskazu do monasteru przy skrzyżowaniu. Po kilku miesiącach go zamontowali.

Abp Abel: – Nie chcemy nikogo nawracać, a jedynie umożliwić odnowienie wielowiekowej tradycji na tym terenie i kultywowanie jej w duchu ekumenizmu (sic! -red.PP). Dopiero rozbudowa przyciągnie do Turkowic nie tylko wyznawców prawosławia, ale również miłośników zabytków, historii, czy też zwyczajnych turystów.

Lampka w głowach radnych

W czwartek 5 września na sesji radni Werbkowic mieli zdecydować, czy rozpocząć formalności, dzięki którym mniszki mogłyby zacząć myśleć o budowie. Żadnych przeszkód prawnych nie było, w dodatku prawosławni obiecali pokryć wszelkie koszty zmian.

Wójt Bojko: – To miała być czysto techniczna uchwała, ale radnym chyba zapaliła się w głowie lampka.

Zamiast głosować, uznali, że warto na miejscu w Turkowicach wysłuchać opinii ludzi. Na spotkanie w wiejskiej świetlicy przyjechali wszyscy radni. Mieszkańców było raptem dziesięcioro.

Jedna z mieszkanek powiedziała o prawosławnych: „Siostry starsze są negatywnie nastawione do ludzi, jeżeli pójdzie coś nie po ich myśli, to potrafią wyjść z zebrania. Uważają się za mądrzejsze.”

Na sali nie było nikogo z archidiecezji prawosławnej ani samych sióstr. Gdy jeden z radnych zapytał o to, mieszkańcy odpowiedzieli: „Czemu miałaby służyć ich obecność?”

Sołtyska Turkowic Anna Piotrowska nie była na spotkaniu, bo poinformowano ją w ostatniej chwili, a stara się o pieniądze z Unii na gospodarstwo agroturystyczne i musiała być na szkoleniu. – W czym tu problem? Jeśli ktoś chce budować na swoim, to dlaczego mu utrudniać. Jeśli ruszę z agroturystyką to liczę na wycieczki do sióstr.

Radny Tadeusz Dąbrowski jest na „nie”: – Ja prawosławnych nie mam za co kochać. Mogę im wybaczyć, ale nie mogę im zapomnieć. Wychlastali mi 20 członków rodziny. Siostrze babci upowcy wybili zęby i oberżnęli piersi na żywca. A potem przecięli na pół, piłą do drzewa.

– Ale to tylko dziewięć mniszek… – wtrącamy.

– My się do nich nie pchamy, a księża już mówią, że Abel najpierw się rozbuduje, a potem wykupi budynki po zespole szkół rolniczych. Ma podobno amerykańskie pieniądze.

Ocalić to, co polskie

Prawosławna diecezja zaprzecza, jakoby planowała dalszą „ekspansję” w Turkowicach. W zupełności wystarczy jej hektar kupiony w 2008 r., gdzie mieszkają mniszki.

W reakcji na to powstało wówczas Towarzystwo Miłośników Ziemi Turkowickiej. Jego sympatycy, w tym Barbara Kryszczuk napisali list do premiera Tuska: „Duchowni prawosławni stawiają coraz nowe żądania (…). Nie możemy zgodzić się z próbą zawłaszczenia tego terenu przez Kościół prawosławny (…). Sprawiedliwość dziejowa zwróciła nam te ziemie. Mieszkańcy pragną, aby zachować w pełni nieruchomość po byłym zakładzie sierot [teren b. zespołu szkół], by ocalić od zapomnienia to, co święte i prawdziwie polskie; co okupione zostało nie tylko ogromną pełną wyrzeczenia pracą, ale również męczeńską krwią”.

PS Podczas czwartkowej sesji (26 września) radni Werbkowic nie zgodzili się na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, co oznacza, że siostry nie mogą na swojej parceli wznieść dzwonnicy i małej cerkwi. Siostry mogą odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

Monaster

Powstał w 1903 r. jako jeden z klasztorów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej

Jego założycielką była pochodząca z książęcego rodu mniszka Maria Magdalena Gorczakowa, spokrewniona z rodziną cara Mikołaja II.

O miejscu budowy zadecydował istniejący wśród miejscowej ludności prawosławnej kult Ikony Matki Bożej Turkowickiej. Tuż przed wybuchem I wojny w monasterze przebywało nawet 80 mniszek. W 1915 r. siostry obawiając się zbliżającego frontu wyjechały z Turkowic w głąb Rosji razem z przechowywaną w monasterze ikoną.

Nie wiadomo, kiedy na terenie dzisiejszych Turkowic powstał pierwszy monaster. Według jednej z legend miało to miejsce, kiedy książe Władysław Opolczyk wiózł z Bełza (teren dzisiejszej Ukrainy) do swego zamku w Opolu na Śląsku – Bełzką Ikonę Matki Bożej (dziś czczoną jako Częstochowską). Zatrzymał się w Turkowicach, gdzie orszak z cudownym obrazem przez dłuższy czas nie mógł ruszyć z miejsca w dalszą drogę. Książęcy junak, będący świadkiem tego wydarzenia, zaproponował wzniesienie w tym miejscu cerkwi. Budowie przez cały czas towarzyszyło nieziemskie światło, w którym na koniec dostrzeżono twarz Maryi. Przeniosła się ona samoistnie na płótno, tworząc cudowną Ikonę Matki Bożej Turkowickiej.

Źródło: http://lublin.gazeta.pl

Advertisements
Komentarze
  1. Podlaszuk pisze:

    Jakby pan Kryszczuk dobrze poszukał to pewnie by i przodków chrzczonych w Cerkwi znalazł;)

  2. Reytan pisze:

    Nie rozumiem tej kwesti… „Radny Tadeusz Dąbrowski jest na „nie”: – Ja prawosławnych nie mam za co kochać. Mogę im wybaczyć, ale nie mogę im zapomnieć. Wychlastali mi 20 członków rodziny. Siostrze babci upowcy wybili zęby i oberżnęli piersi na żywca. A potem przecięli na pół, piłą do drzewa.” – przecież UPA jak i ukraina jest identyfikowana z „kościołem” grekokatolickim więc skąd niechęć do prawosławnych? ale może się mylę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s