Fałszywy opis, prawdziwe zbrodnie

Posted: 20/03/2014 in historia

Pragniemy na wstępie przeprosić czytelników za drastyczne ilustracje do tego artykułu. Takie zdjęcia nie powinny ukazywać się w prasie, nietylko dlatego, by nie razić czytelników i nie przyczyniać się do brutalizacjiotaczającej nas ikonosfery ale także z szacunku dla przedstawionych nanich ludzi – niewinnych ofiar strasznej zbrodni. Dołączamy je nie widzącinnej możliwości udokumentowania naszych tez, które odnoszą się ważnejkwestii – splotu niedawnych wiadomości oraz dramatycznych wydarzeń sprzedponad pół wieku.Kilka tygodni temu do czytelników gazet i serwisów internetowych dotarławiadomość o planach wystawienia w centrum Warszawy nowego pomnika. OgólnopolskiKomitet Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN-UPA na LudnościPolskiej Kresów Wschodnich – tak brzmi jego pełna nazwa – zaprezentowałprzy tej okazji projekt pomnika, autorstwa znanego artysty-rzeźbiarza MarianaKoniecznego. Przedstawia on stylizowane drzewo, do którego przybite, czy też przywiązane drutem kolczastym, są ciała czwórki dzieci. Pierwowzorem tego wstrząsającego obrazu było zamieszczane w wielu publikacjach zdjęcie,widoczne m.in. na okładce albumu Ludobójstwo UPA na ludności polskiej: dokumentacja fotograficzna, które prezentujemy obok (Fot. I). Publikacjete podają też miejsce i czas przedstawianej zbrodni – koniec 1943 r.

Plany budowy pomnika, a bardziej jeszcze wstrząsający projekt Koniecznego wzbudziły zróżnicowane reakcje, m.in. do Rady Warszawy trafił list protestacyjny podpisany przez ponad stu artystów, naukowców i polityków, stwierdzający,że drastyczna forma monumentu nie służy dobrze upamiętnieniu ofiar i polsko-ukraińskiemu pojednaniu. Projekt pomnika-przedstawienia ciał ofiar okrutnej zbrodnijest rzeczywiście wstrząsający i jako taki może budzić kontrowersje. Jednakdrastyczne w swej dosłowności nawiązanie do sceny ze zdjęcia, w powiązaniuze szczegółową nazwą pomnika określającą sprawców, ofiary i charakter zbrodni,które rzeźba ma upamiętniać, ma jeszcze jedną wadę, która nie jest li tylkokwestią smaku: jest fałszywe. Otóż zdjęcie, którego przestrzennym wyrazemjest pomnik nie przedstawia „ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPAna ludności polskiej Kresów Wschodnich”. Przedstawione na nim dzieci niebyły Polakami, ich zabójca nie miał nic wspólnego z OUN-UPA i w ogóle niebył Ukraińcem, a zbrodnia nie nastąpiła podczas antypolskiej akcji UPAw 1943 r.

Śmiemy tak twierdzić, ponieważ posiadamy niezaprzeczalne dowody, żewspomniane zdjęcie –pierwowzór pomnika przedstawia zupełnie inne wydarzenie.Wydarzenie to, nie mniej straszne niż rzekoma scena rzezi w 1943 r., miałomiejsce w nocy z 11 na 12 grudnia 1923 r., czworo ofiar to dzieci cygańskie,a zabójcą była ich obłąkana matka, 32-letnia M.D. Zdarzenie to jest szczegółowoopisane w pracy wydanej drukiem w 1928 r. (a zapewne też w ówczesnej prasie).Natrafiliśmy na te informacje i dokumentujące je zdjęcie w innej, późniejszejpublikacji, która powoływała się na artykuł z roku 1928. Obydwa tekstysą fachowymi publikacjami z zakresu medycyny sądowej, napisanymi przezuczonych, specjalistów w tej dziedzinie. Pierwszy to artykuł „Psychozaszałowo-posępnicza w kazuistyce sądowo-psychiatrycznej”, zamieszczony wRoczniku Psychiatrycznym z 1928 r. Jego autorem był dr Waldemar Łuniewski,dyrektor szpitala w Tworkach. Druga publikacja to Podręcznik medycyny sądowejdla studentów i lekarzy, wydany w 1948 r. przez Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego,profesora Uniwersytetu Warszawskiego i członka komitetu redakcyjnego RocznikaPsychiatrycznego. To właśnie fakt, że zabójcą dzieci była ich rodzona matkaprzyciągnął uwagę uczonych. Nieszczęsna kobieta zabiła czworo swych dzieciw akcie rozpaczy, po aresztowaniu męża i rozpadzie grupy cygańskiej, wktórej dotąd żyła, w przekonaniu, że grozi im niechybna śmierć głodowa.Następnego dnia sama zgłosiła się na policję. Z polecenia sądu zostałaumieszczona w zakładzie psychiatrycznym, gdzie stwierdzono u niej, wedleówczesnej terminologii, „psychozę szałowo-posępniczą” – dziś powiedzielibyśmyzapewne o ciężkim przypadku depresji. Jak pisze Łuniewski, jej czyn „byłpsychopatologiczną próbą dokonania rozszerzonego samobójstwa, którego choranie doprowadziła do końca.”

(Od redakcji PP: W tym miejscu warto zajrzeć na Wikipedię i przeczytać to: http://pl.wikipedia.org/wiki/Marianna_Doli%C5%84ska)

Obydwie wymienione publikacje zawierają fotografie miejsca zbrodni.Podręcznik medycyny sądowej zawiera (na s. 407) fotografię, którą oznaczyliśmynr II. Nie jest to takie samo zdjęcie jak zdjęcie nr I – uważny czytelnikdostrzeże, że zdjęcie I jest jego lustrzanym odbiciem, tzn. zostało odwrócone.Pokazuje to dowodnie zdjęcie nr Ia, które jest odwróconym (przez nas) zdjęciemI: zdjęcia II i Ia są identyczne Fotografia zamieszczona w pracy Łuniewskiego(na s. 23), którą oznaczyliśmy nr III, jest innym zdjęciem – przedstawianiewątpliwie tę samą scenę, ale sfotografowaną z nieco innej strony. „Przejmującygrozą obraz tej zbrodni został sfotografowany przez urząd śledczy”, piszeŁuniewski, i zapewne wykonano kilka zdjęć z różnych punktów widzenia. Możliwe,że w archiwach sądowych lub policyjnych zachowały się inne jeszcze zdjęciatej sceny. Ponadto, zdjęcie I różni się od pozostałych ukośnymi jasnymiliniami, które kilku komentatorów wzięło błędnie za drut kolczasty. Sąto zapewne ślady zgięć pierwotnej fotografii lub zarysowań na negatywie.

Jak to się stało, że zdjęcie ofiar obłąkanej matki z 1923 r. uznanoza przedstawienie polskich ofiar UPA, a potem wręcz za ich ikonę? Poszukującodpowiedzi na te pytanie trafiliśmy na kilka ścieżek, częściowo zgodnych,częściowo zaś rozbieżnych. Najwcześniejsza odnaleziona publikacja datującazdjęcie na 1943 r. to wydawane we Wrocławiu pismo Na Rubieży. Fotografiapojawia się w jego numerze 3 z 1993 r. opatrzona podpisem „Dzieci polskiezamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii wokolicy wsi Kozowa, w woj tarnopolskim, jesienią 1943 roku (ze zbiorówdr Stanisława Krzaklewskiego)”. Dwa lata później zdjęcie pojawia się wpracy J. Węgierskiego Armia Krajowa w okręgach Stanisławów i Tarnopol zpodpisem „zamordowane przez oddziały SS-Galicja dzieci polskie w rejonieKozowej (pow. brzeżanski) (ze zbioru W. Załogowicza)”. Aleksander Kormanw pracy Stosunek UPA do Polaków na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej(Wrocław 2002) zamieszcza najwięcej informacji o zdjęciu i zbrodni, którąma przedstawiać. Twierdzi, że zdjęcie pochodzi ze wsi Kozowa lub Łozowa,pow. Tarnopol, zapewne z grudnia 1943 lub 1944 r., skąd grupa ocalałychz rzezi Polaków dostarczyła je do Lwowa. Tam trafiło w ręce żołnierza AKWładysława Załogowicza (na którego relację się powołuje), który wiele latpóźniej przekazał je St. Krzaklewskiemu, a ten autorowi. Pisze też, żeupowcy poczynili wiele takich wianuszków z dzieci, przybijając je do drzeww alei, którą nazwali „drogą do samostijnej Ukrainy”. Poznajemy nawet nazwisko przypuszczalnego dowódcy oddziału UPA odpowiedzialnego za rzeź i inne szczegóły zbrodni. W wydanym rok później, wspomnianym już albumie, Korman zamieszcza zdjęcie dwukrotnie, ponownie z informacją, że przedstawia jedno z drzew przy „drodze do samostijnej Ukrainy” w powiecie tarnopolskim. Z kolei w liczącym ponad 1100 stron tomie H. Komańskiego i Sz. Siekierki o ludobójstwie w województwie tarnopolskim (Wrocław 2004) czytamy, że zdjęcie pochodzi ze zbioru St. Krzaklewskiego, a wykonał je niemiecki fotograf wojskowy we wsi Kozówka, pow. Brzeżany, w listopadzie 1943 r. Choć praca ta ma bogatą bazę źródłową i rozbudowany aparat naukowy, nie mogliśmy ustalić na jakiej podstawie przypisano tę scenę do wsi Kozówka. Dodajmy, że od kilku lat zdjęcie I pojawia się w różnych publikacjach i w internecie (np. w Wikipedii), a jego opis obrasta w coraz to nowe szczegóły rzekomej zbrodni.

Aleksander Korman i Stanisław Krzaklewski już nie żyją, udało się nam jednak skontaktować z panami Siekierką, Komańskim i Załogowiczem. Dwaj pierwsi twierdzą zgodnie, że fotografia, którą otrzymali od dr Krzaklewskiego, pochodziła od jego ojca, który z kolei dostał ją od niemieckiego oficera w Brzeżanach. Od Wł. Załogowicza natomiast dowiedzieliśmy się, że to on przekazał fotografię St. Krzaklewskiemu, a dostał ją w końcu lat 40. od pewnej rodziny, która pochodziła z okolic wsi Kozowa, a po wojnie zamieszkała w Głuchołazach. Wobec tych rozbieżności trudno jest uznać, że obydwie historie zdjęcia zdjęcia są prawdziwe – było by to możliwe tylko gdyby do Wł. Załogowicza i Krzaklewskiego seniora trafiły dwa takie same zdjęcia (tak samo zarysowane, odwrócone i błędnie opisane już w latach 40.), co wydaje się mało prawdopodobne. Nie sądzimy jednak, że relacje te były świadomie kłamliwe – nasi respondenci byli ostatnim ogniwem dłuższego łańcucha ludzi, i nie wiadomo kto i kiedy zaczął przedstawiać zdjęcie jako dowód zbrodni na Polakach z 1943 r., co następne osoby w łańcuchu już tylko powtarzały. Nawet autora (autorów?) tej fałszywej interpretacji nie należy od razu podejrzewać o kłamstwo (choć nie można tego wykluczyć): mógł nie wiedzieć skąd pochodzi zdjęcie i połączyć je z jakąś zasłyszaną historią. Wielu ludzi z południowo-wschodnich kresów II RP widziało w tym czasie tak potworne sceny, że dodanie do nich jeszcze jednego makabrycznego zdjęcia mogło wydawać się im oczywiste.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że choć przedstawione obok zdjęcia są fałszywym dowodem zbrodni popełnionych na Polakach przez UPA, to jest wystarczająco wiele innych, wiarygodnych dowodów tych zbrodni: dokumentów i relacji polskich, ukraińskich czy niemieckich opisujących tysiące mordów na bezbronnych cywilach różnej płci i wieku, zbiorowych mogił kryjących szczątki ofiar, a także zdjęć równie przerażających jak obraz powieszonych dzieci. Żyją jeszcze, choć z każdym rokiem coraz ich mniej, naoczni świadkowie rzezi i okrucieństw. Zachowanie i zgromadzenie wielu takich dowodów zawdzięczamy badaczom-amatorom ze środowisk kresowych, którzy czynili to w poczuciu misji, z obowiązku pamięci, pomimo wielkich przeszkód. Przez ponad czterdzieści lat rządów komunistycznych był to temat tabu; stosowne instytucje nie prowadziły badań i dochodzeń, ani nie zbierały dokumentacji. Świadkowie wymierali, wielu milczało z obawy o życie swoje i bliskich, upływ czasu zacierał pamięć. Przypadki błędnych ustaleń historyków-amatorów były w tych warunkach nieuniknione. Dopiero stosunkowo niedawno rozpoczęły się badania akademickie, korzystające ze zróżnicowanej bazy źródłowej. Dzięki temu pojawiły się nowe, solidnie udokumentowane opracowania, przedstawiające systematycznie i szczegółowo okoliczności, charakter i skalę wydarzeń, takie jak monumentalne dzieło Ewy i Władysława Siemaszków o ludobójstwie na Wołyniu lub wyważone analizy historyczne Grzegorza Motyki. Pokazują one, że refleksja i metoda historyka, choć z natury swej krytyczna, nie przeszkadza lecz pomaga ożywianiu i podtrzymywaniu pamięci. Dlatego smutek i zgorszenie budzą w nas jadowite napaści na tych historyków, którzy w imię prawdy i wedle reguł swego zawodu podchodzą krytycznie do pewnych utartych opinii, emocjonalnych sądów i nieudokumentowanych twierdzeń.

Dla historyka XX w. odpowiedź na pytanie czy pamiętać i upamiętniać te wydarzenia i ich ofiary jest oczywista: należy im się szacunek i pamięć. Naród to wspólnota pamięci i zapomnienia ale nie sądzimy by polityka zapomnienia pomagała pojednaniu miedzy ludźmi i narodami. Ważne wydarzenia z przeszłości należy przypominać i upamiętniać, nawet jeśli jest to trudne bolesne. Pytaniem otwartym i niełatwym jest kwestia jak to czynić. Mamy nadzieję, że przypadek „fałszywego pomnika” będzie przypominał o potrzebie współpracy na tym polu obrońców Pamięci i rzeczników Prawdy.

Ada Rutkowska, Dariusz Stola, „Plus Minus” („Rzeczpospolita”), 19.05.2007

Ada Rutkowska jest studentką Collegium Civitas, członkiem Koła Naukowego Historii Najnowszej CC.
Prof. Dariusz Stola jest wykładowcą Collegium Civitas, historykiem w ISP PAN.

Źródło: http://www.nawolyniu.pl/artykuly/pomnik.htm

Komentarze
  1. Adam pisze:

    Ukraińskie gwałty na Polkach temat zakazany
    http://aleszuma.neon24.pl/post/108166,ukrainskie-gwalty-na-polkach-temat-zakazany

    Krwawa lista tortur na Polakach! Obcinanie piersi, piłowanie brzucha…
    http://www.fakt.pl/jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach-,artykuly,220178,1.html

    Świadkowie mówią

    http://www.zbrodniawolynska.pl/swiadkowie-mowia

    Rzeź wołyńska
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Rze%C5%BA_wo%C5%82y%C5%84ska

    To było straszne ludobójstwo a to o czym Pan pisze jest drugo trzecio planowe .Choć powinno się sprawdzić autentyczność .

    Do tego dodam że Ani nam bandy upa z majdanu przyjacielem ani Putin . Najlepiej zostawić ich samych sobie .Na pewno Upowcy nie mogą liczyć na poparcie całego Polskiego społeczeństwa
    znaczna grupa nigdy ich nie poprze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s