O prawdziwej istocie posłuszeństwa.

Posted: 30/03/2015 in dobre artykuły, ekumenizm, Uncategorized

image

Batiuszka Paweł Adelgiejm o prawdziwej istocie posłuszeństwa (fragmenty z książki „Dogmat o Cerkwi”)

Bądź wola twoja (Mt 6, 10)

Broń, której biskup używa dla kontroli nad kapłanami oraz panowania nad stadem Chrystusowym, nazywana jest „posłuszanijem”. Co kryje się za tym wielkim słowem, które jest, wedle przykazań, miarą naszej miłości do Boga (J 14, 23-24)?

Co kryje się za słowem, które wyraża jedną z cnót etyki chrześcijańskiej?

Co kryje się za słowem, które każde dziecko otrzymuje od swej matki jako przykazanie?

Co kryje się za słowem, które każdy mnich przynosi Bogu w swoich ślubach i czyni główną zasadą swojego życia?

Biskup naucza: „Główną cnotą kapłana jest posłuszeństwo swojemu biskupowi”.

Pewien szanowany protojerej, udekorowany mitrą, głosi taką oto mądrość życiową: „Do życia w zgodzie z biskupem kapłanowi potrzebne są tylko dwa zdania: «Przebaczcie, władyko» oraz «Błogosławcie, władyko»”.

Młodziutki diakon w ołtarzu soboru radzi nowemu protegowanemu: „Najważniejsze, żebyś jak najczęściej skakał koło Władyki. Podlizuj się, to będziesz żyć bez zmartwień. Najważniejsze, żeby we właściwym czasie się podlizać”.  Przypomina się klasyka literatury:

Spełniam ojcowskie pouczenie —

Służ i dogadzaj wszystkim, zawsze:

Naczelnikowi, oczywiście,

I słudze, co mu buty czyści,

Gospodarzowi, tam gdzie mieszkasz,

Stróżowi jego, niech nie wierzga,

Pieskowi stróża, niech nie szczeka —

Służ i dogadzaj wszystkim, wszędzie!

[Aleksander Gribojedow, „Mądremu biada”]

Ludzie działający w złej wierze słowem „posłuszeństwo” nazywają bez wątpienia grzech polegający na kulcie człowieka.

Co kryje się za gorzkimi słowami [z komedii Mądremu biada Gribojedowa]Służba mnie nęci, lecz służalczość mierzi”?

Posłuszeństwo jest cnotą dopóty, dopóki nie jest podyktowane grzechami oddawania czci człowiekowi, uciekania od odpowiedzialności za swe decyzje oraz obłudą. Wskazując na to, że głównym obowiązkiem kapłana jest posłuszeństwo, biskup ucina problem, który rozwiązać można na wiele sposobów.

W znanej opowieści o dwóch nowicjuszach sadzących kapustę starzec wyjaśnia życiowe zadanie mnicha słowami: „W monasterze potrzebna jest nie kapusta, a posłuszeństwo”. Nowicjusz, który wypełnił zadanie starca bez dyskusji, okazał się być godnym życia mniszego. Z drugiej strony okazuje się, że nowicjusz, który przejawił własną inicjatywę, nie ma w monasterze czego szukać. Czy można uznać taką zasadę za główną regułę życia cerkiewnego? Wyświęcając kapłana biskup uprzedza go o odpowiedzialności przed Bogiem: „Przyjmij ten zadatek, gdyż będą o niego pytać ciebie”, po czym w  jego ręce składa część Ciała Chrystusa.

Owym zadatkiem jest Cerkiew, wspólnota, wierni. Jeśli tak, to jak oceniać inicjatywę kapłana, opartą na jego odpowiedzialnej posłudze? Czy powinien on samodzielnie podejmować decyzje, czy też każda decyzja stanowi prerogatywę biskupa? Jeśli kapłan nie ma prawa inicjatywy oraz podejmowania decyzji, to jak może on być odpowiedzialnym za swoją parafię?

Przed każdym proboszczem stoją konkretne zadania: zbudować i utrzymać cerkiew, zorganizować chór, skompletować skład posługujących w cerkwi tak, by wszyscy byli jednego ducha, akceptowali i tolerowali się nawzajem. Proboszcz powinien stworzyć wspólnotę parafialną, jej klimat moralny i liturgiczny. Ustaw wymienia wiele obowiązków, które powinien wypełniać proboszcz, podejmując decyzje zgodnie z wymaganiami Ustawu i wytycznymi biskupa.

Jeśli biskup zgadza się z tak postawionymi zadaniami, to będzie on popierać inicjatywę proboszcza, a nie prześladować go za nią i karać.

Ten, kto bierze na siebie odpowiedzialność, powinien mieć swobodę działania. Nie wolno oddzielać od siebie swobody i odpowiedzialności. Są to dwie strony tej samej monety. Czego chce biskup: kapusty czy posłuszeństwa? Należy dokonywać wyboru, ponieważ kapusta posadzona korzonkami do góry nie wyrośnie. Ogród zaś zarośnie chwastami.

W Piśmie Świętym znajdują się następujące pouczenia: «domownicy… bądźcie poddani panom» [1 P 2, 18]; «żony, bądźcie uległe mężom swoim» [Ef 5, 22]; «dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim» [Ef 6, 1]; «słudzy, bądźcie posłuszni panom na ziemi» [Ef 6, 5]; «młodsi, bądźcie ulegli starszym» [1 P 5, 5]; «bądźcie posłuszni przewodnikom waszym» [Ef 13, 17].

Pouczenia takie są sprawiedliwe, jeśli nie nadawać im dosłownego znaczenia w budowie struktury Cerkwi i życiu duchowym. Pismo Święte zachęca do bycia posłusznym, nie akcentując na posłuszeństwie jako podstawowej zasadzie życia chrześcijańskiego. Pismo Święte nie udziela kategorycznego nakazu dotyczącego posłuszeństwa, ponieważ posłuszeństwo powinno wyrosnąć ze zgody i jednomyślności jako owoc miłości.

W tradycji monastycznej ślub posłuszeństwa ma znaczenie fundamentalne. Jednak sensu tego ślubu nie należy prymityzować. Zadaniem ślubu posłuszeństwa jest odrzucenie przez mnicha własnej woli, by mogła wypełnić się wola Boża, a nie dominacja ihumena:

«Paście trzodę Bożą… nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody» [1 P 5, 2-3]. Przy nauczaniu o posłuszeństwie nie można zapominać o zakazie rządzenia i panowania danym przez Jezusa Chrystusa: «Lecz nie tak ma być między wami, ale ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym» [Mk 10, 42-43].

Jeśli już w ogóle należałoby coś szczególnie zaakcentować, to powinny być to słowa apostołów: «trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi» [Dz 5, 29]. «wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie» [1 P, 5, 5]. Słowa te są skierowane do wszystkich chrześcijan, nie wyłączając biskupa.

Zastąpienie mojej woli wolą biskupa czy ojca duchowego nie decyduje ani o moim losie, ani nie rozwiązuje żadnej kwestii kościelnej, jeśli nie wyraża się w nim wola Cerkwi, wola Boża. Moment rezygnacji z własnej woli decyduje o wartości własnej ofiary, jednak nie zdejmuje ze mnie odpowiedzialności za własny los, a z proboszcza za los parafii. Płacić za błędną decyzję będzie wszakże nie biskup, i nie ojciec duchowny, a ja sam.

Nie bez powodu żartują, że ten, który słucha rad, zamiast swoich błędów popełnia cudze. Rezygnując z własnej woli i wypełniając wolę biskupa albo ojca duchowego dokonuję wolnego wyboru i biorę odpowiedzialność za swoją decyzję, za którą gotów jestem zapłacić, gdyż to im ufam bardziej niż sobie samemu. To zaufanie leży u podstaw mego posłuszeństwa.

Na zaufaniu opierają się wszelkie stosunki międzyludzkie. Modlimy się do Boga, ponieważ wierzymy w Niego.

Kogo kochamy? Tego, któremu wierzymy. Kogo wybieramy na towarzyszkę życia? Tę, której wierzymy. Bez zaufania nie da się zbudować również choćby kontaktów handlowych. Żadne umowy nie chronią przed oszustwem. Gdy następuje utrata zaufania, to stygnie miłość, znika przyjaźń, rozpadają się interesy.

Być posłusznym oznacza zaufać. Dlatego też posłuszeństwo wiąże się z heroizmem. Zaufanie zawsze związane jest z ryzykiem bycia oszukanym. Gdy mowa o posłuszeństwie warunki przedstawiane są zazwyczaj tylko temu, kto ma się mu poddać, tak jakby posłuszeństwo wyrażało akt nie wzajemny, ale jednostronny. Najważniejszym warunkiem posłuszeństwa jest zaś słuszność nauczyciela. Powinien on być godnym zaufania. Bóg wzywa nas do posłuszeństwa Mu, gdyż «jest Bogiem wiernym, bez fałszu» [Pwt 32, 4].

Konieczność zachowania tego warunku nie jest podkreślana w życiu cerkiewnym. […]

W posłuszeństwie odbijają się stosunki synowskie. Jest onobezinteresowne. «Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej» [Flp 2, 8]. Ewangelia nazywa je «pełnieniem woli Ojca» [Mt 7, 21]. W nieposłuszeństwie mogą być winne obie strony. Posłuszeństwa nie należy mylić z podporządkowaniem i zależnością. W przeciwnym wypadku skazimy sens tych pojęć i pogubimy się w nich. Te trzy słowa mają różną naturę i wyrażają różne stosunki społeczne i moralne.

Żądać można podporządkowania. Ten, kto ma wyższą rangę, może żądać podporządkowania od niższych. W żądaniu tym nie odbija się ani zaufanie, ani miłość. Podporządkowanie tego typu jest świeckim obowiązkiem, które stanowi warunek porządku społecznego i dyscypliny. Podporządkowanie przenosi nas z płaszczyzny norm moralnych w płaszczyznę prawa. Struktura podporządkowania oparta jest nie na osobistych cechach człowieka, a na znaczeniu społecznym urzędnika, działającego w ramach prawa. Podporządkowanie oznacza rezygnację z własnej woli, by wypełnić wolę szefa. Urzędnik wypełnia polecenie swojego kierownika. Jednak każde polecenie powinno mieścić się w granicach przepisów prawa. Jeśli kierownik żąda naruszenia prawa, to niższy rangą ma prawo odmówić. Stosunki prawne oparte są na umowie.

Ewangelia pracujących za pieniądze nazywa „najemnikami”. Umowa nakłada obowiązki na obie strony i każdej stronie zapewnia prawa. W wypadku konfliktu strony mogą zerwać umowę i bronić swych praw w sądzie. Psychologia najemnictwa jest konstruktywna. Najemnik podporządkowuje się gospodarzowi i wypełnia pracę, oczekując ustanowionej za nią opłaty: «jak najemnik, który czeka swej zapłaty» [Hi, 7, 2].

Taka korzyść niewątpliwie stymuluje do pracy, ale nie do jedności, ponieważ – po pierwsze – najemnik dystansuje się od gospodarza; «już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich» [Łk 15, 19].

Po drugie najemnika interesuje korzyść osobista, a nie sukces wspólnej sprawy. Od sumiennego pracownika można oczekiwać wysokiego poziomu pracy. Nie wolno jednak oczekiwać «wierności aż do śmierci»[Ap 2, 10]. «Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owce i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza. Ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach»[J 10, 11-13]. Ani chęci zysku, ani strachu, nie wolno kłaść u podstaw kościelnej jedności. Rodzą one wewnętrzne sprzeczności: «Lecz jeśli jedni drugich kąsacie i pożeracie, baczcie, abyście jedni drugich nie strawili» [Ga 5, 15].

Określenie „najemnik” jest obraźliwe dla biskupa i kapłana. Każdy z nich chciałby być „dobrym pasterzem”.

Trzecią płaszczyznę stosunków społecznych stanowi niewolnicza zależność – system, który już dawno się przeżył, ale który zostawił do dzisiaj głęboki ślad w psychologii człowieka. W systemie zależności niewolniczych tylko gospodarz dysponował godnością ludzką. Niewolnicy byli jedynie przedmiotami i nie dysponowali ani godnością, ani prawami. Stosunki niewolnicze zrodziły pojęcie „posłuszeństwa”: «Słudzy, bądźcie posłuszni panom na ziemi, z bojaźnią i ze drżeniem, w prostocie serca swego» [Ef 6, 5].

Tego typu posłuszeństwo oznaczało, że niewolnik jest winny z zasady i powinien żyć w stałym strachu przed karą: «z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli» [Hbr 2, 15]. Posłuszeństwo ze strachu nie ma żadnej wartości moralnej: «I schlebiać ci będą wrogowie twoi, a ty będziesz kroczył po ich wzgórzach» [Pwt 33, 29].

Niewolnicze posłuszeństwo nie rodzi wzajemności, prowadzi nie do stosunków międzyludzkich, a do konfliktu i protestu: «czemu bowiem ktoś ulega, tego niewolnikiem się staje » [2 P, 2, 19].

Niewolnicze posłuszeństwo niszczy godność ludzką zarówno niewolnika, jak i jego pana. Apostoł przestrzega:  «nie stawajcie się niewolnikami ludzi» [1 Kor, 7, 23].

Praca niewolnika nie jest oparta na umowie. Bodźcem dla niej jest głód i strach, albowiem niewolnik nie jest broniony przez prawo. Pan ma zawsze rację. Niewolnik jest zawsze winny. Najwyższą normą jest dla niewolnika nie prawo i nie miłość, a wola gospodarza. Władza pana nad niewolnikiem jest nieograniczona. Dopuszcza ona powszechnie tolerowaną samowolę. […]

Niezbędne jest rozróżnienie wszystkich tych trzech rodzajów zależności, by zrozumieć wzajemne stosunki między biskupem a jego klerem […] Chrystus nazywa Swoich uczniów „przyjaciółmi” i „synami Najwyższego”. A biskup? Za kogo uważa kapłanów i lud?

Kim jesteśmy dla biskupa: przyjaciółmi i towarzyszami? A może dziećmi? Wtedy nasze stosunki mają charakter moralny. Budowane są one na podstawie miłości i wierności, zaufania i posłuszeństwa.

Jeśli jesteśmy „najemnikami” biskupa, wtedy nasze stosunki oparte są na umowie. Wówczas biskup ma prawa i obowiązki względem nas, a my mamy prawa i obowiązki względem biskupa. Nasze stosunki powinny być regulowane wówczas przez sąd na podstawie prawa.

Sąd jednak nie istnieje; władza biskupa nie jest ograniczona przez prawo, nie broni ono kapłanów; również normy wyznaczane są nie przez prawo, a wolę Władyki, który odpowiada jednocześnie za sąd, jak i wykonanie kary. Tego typu zależność należy uznać za zależność niewolniczą.

Najwyższy odrzuca jedność zbudowaną na zniewoleniu.

Po pierwsze dlatego, że jedność taka jest niekonstruktywna: «już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego» [J 15, 15].

Po drugie dlatego, że jest tymczasowa i przypadkowa: «niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze» [J, 8, 35]. Jedności cerkiewnej nie wolno budować na zniewoleniu władzą, siłą, strachem, głodem.

Reklamy
Komentarze
  1. Dziękuję za przetłumaczenie i podesłanie nam tego tekstu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s