Tajemnicze wypadki rosyjskiego biskupa-anaksiosa.

Posted: 17/05/2015 in modernizm i odnowieńcy

 

image

28 kwietnia niedaleko wsi Płużnoje w rejonie krasnosłobodskim (Republika Mordowia) zdarzył się wypadek, w którym uczestniczył samochód Toyota Land Cruiser 200, należący do biskupa kostomukszańskiego i kiemskiego Ignacego (Tarasowa). Kierowca stracił panowanie nad pojazdem – samochód zjechał z trasy, przewrócił się i uderzył o ziemię z siłą tak dużą, że z kół aż spadły opony. 49-letnia pasażerka Jelena Rumiancewa wyleciała przez okno. Lekarze stwierdzili u niej złamanie kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. W sprawie wypadku rozpoczęto śledztwo, po czym zaczął dziać się prawdziwy teatr absurdu. Co chwila zmieniały się personalia domniemanych kierujących pojazdem w czasie wypadku. Na początku odpowiedzialność za zdarzenie wziął na siebie weterynarz Aleksiej Szczerbakow. Potem do prowadzenia samochodu przyznał się 28-letni towarzysz władyki Andriej Gorłanow. A pod sam koniec spektaklu winę wziął na siebie sam biskup Ignacy. Szczegóły głośnej sprawy wyjaśniała reporterka Julia Iwanowa. 

Jelena Rumiancewa, zamieszkała we wsi Prigorodnoje, nieczęsto przyjmowała gości. Prowadziła samotniczy tryb życia, opiekowała się chorą matką. Wcześniej pracowała w starostwie, ale zwolniła się z tej pracy kilka lat temu. Na życie zarabiała sprzedając kosmetyki. Mieszkańcy wsi uważają Jelenę za kobietę głęboko religijną. Często bywa ona w świątyniach, pielgrzymuje do świętych miejsc, przyjaźni się z księżmi. Gdy sąsiedzi zobaczyli, że Jelena taszczy ze sklepu torby z produktami, od razu domyślili się, iż spodziewa się przyjazdu gości. Kobieta nakupiła rozmaitych delikatesów i zaopatrzyła się w czerwone wino. 27 kwietnia pod jej dom podjechał luksusowy samochód na karelskich tablicach rejestracyjnych. Wysiadł z niego brodaty człowiek, w którym sąsiedzi od razu rozpoznali byłego dziekana Ignacego. Służył on niegdyś w miejscowej cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy. Prawie cztery lata temu opuścił on jednak terytorium Mordowii, został kapłanem metropolii karelskiej i stanął na czele diecezji kostomukszańskiej i kiemskiej. Przez cały ten czas podtrzymywał on jednak kontakt z Rumiancewą. Wpisy, których Jelena dokonała na portalu społecznościowym, świadczą o tym, iż z biskupem łączyła ją głęboka przyjaźń. Władykę widać na wielu fotografiach. Tego dnia przyjechał on do Jeleny nie sam, lecz z młodym towarzyszem.

Goście najpierw odpoczęli po podróży, a następnie razem z gospodynią udali się na objazd okolicy. Świadkowie twierdzą, iż Toyota Land Cruiser 200 pędziła z dużą prędkością. Jelena zaś w czasie jazdy dokazywała niczym nastolatka, wysuwając się przez szyberdach i rozpościerając ręce jakby była bohaterką filmu „Titanic”. Wyprawa ta zakończyła się dla niej tragicznie. 28 kwietnia około 9:00 niedaleko wsi Płużnoje Toyota stoczyła się do rowu i wywróciła. Najmocniejsze uderzenie przypadło na tę część, w której znajdowała się Jelena Rumiancewa. Kobieta wyleciała z samochodu… Karetka odwiozła ją do szpitala. Lekarze stwierdzili złamanie kręgosłupa i uszkodzenie rdzenia kręgowego. Pozostali uczestnicy byli tylko trochę potłuczeni… 
W trakcie śledztwa wyjaśniono, iż właścicielem Toyoty jest biskup Ignacy (Aleksiej Tarasow). Samochód ten kupił on dopiero cztery dni wcześniej za 4,3 mln rubli [około 310 tysięcy złotych]. Biskup twierdził jednak, iż tego feralnego poranka za kierownicą znajdował się jego przyjaciel – weterynarz Aleksiej Szczerbakow. Mężczyzna przyznał się do winy i zeznał, że nie poradził sobie z prowadzeniem pojazdu. Badanie wykazało, że Szczerbakow był trzeźwy. W przeciwieństwie do reszty uczestników przejażdżki, którzy ledwo trzymali się na nogach. Rosyjskie prawo przewiduje jednak, iż na obecność alkoholu we krwi bada się tylko kierującego pojazdem. Po okolicy szybko rozeszły się plotki, że weterynarz zgodził się wziąć na siebie winę na prośbę biskupa, który zaproponował mu za to duże pieniądze. 
Skandal związany z wypadkiem to nie pierwsza ciemna plama na reputacji władyki Ignacego… Urodził się on w obwodzie czelabińskim w rodzinie wojskowych. Twierdzi, iż ze strony matki ma mordwińskie korzenie. W internecie można znaleźć jednak opinie, iż nie jest to prawda. Niewykluczone, iż rzekome mordwińskie pochodzenie było mu potrzebne, by zbliżyć się do metropolity Warsonowiusza [Sudakowa, wpływowego wieloletniego metropolity Mordowii, obecnie na stanowisku metropolity petersburskiego]. 
Pierwszy głośny skandal z udziałem Ignacego miał miejsce w kwietniu 2000 w akademii duchownej w Petersburgu, gdzie Tarasow był studentem trzeciego roku i pełnił jednocześnie funkcję pomocnika prorektora do spraw działań wychowawczych. Zorganizowano wówczas jego wyświęcenie na godność prezbitera. Podczas ceremonii na pytanie biskupa „Aksios?” („Godzien?”) zebrani w cerkwi studenci jednomyślnie zakrzyknęli „Anaksios” („Niegodzien”). Jak stwierdza ksiądz Konstantin Parchomienko studenci mieli powody, by tak uczynić. Tarasow miał żądać w seminarium łapówek, zachowywać się wyniośle i bezczelnie. W zaistniałej sytuacji należało wedle kanonów przerwać wyświęcenie i rozpocząć dochodzenie. Tarasowa jednak zaciągnięto do ołtarza i tam zakończono ceremonię, nie wyprowadzając go nawet do zebranych wiernych. Wielu studentów zostało z powodu tego wydarzenia wydalonych z uczelni. Zwolniono również popierającego ich diakona Aleksandra Musina. Wszystko działo się bez żadnego dochodzenia i procesu. Tarasow zaś, będący ulubieńcem rektora, jak gdyby nigdy nic pozostał na uczelni. Plotki mówią, iż za batiuszką-anaksiosem stało tak zwane „gejowskie lobby” RCP. Są to jednak tylko plotki i daj Boże, by okazały się one wyssane z palca. Pamiętać trzeba, że w kręgach kapłanów RCP ostatnio modne stało się wzajemne obwinianie o homoseksualizm. Niemniej jednak Tarasow piął się po szczeblach kariery w oszałamiającym tempie. Najpierw studiował na wydziale teologicznym uniwersytetu w Helsinkach jako stypendysta Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Finlandii. Po ukończeniu studiów powrócił do seminarium duchownego już w charakterze wykładowcy. Sprawował jednocześnie funkcję ekonoma diecezji. W sierpniu 2011 przeszedł w skład kleru diecezji krasnosłobodskiej w metropolii mordowskiej, którą kierował jego kolega z roku Kliment (Rodajkin). Ignacy staje się proboszczem cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy w Krasnosłobodsku, a także dziekanem okręgu oraz pomocnikiem biskupa do spraw dekanatów. W 2013 Ignacy przenosi się do Karelii, gdzie staje na czele diecezji kostomukszańskiej i kiemskiej. Na biskupa wyświęcono go 11 czerwca w świątyni rezydencji patriarszej w moskiewskim Monasterze Daniłowskim. Nabożeństwu przewodniczył sam patriarcha moskiewski Cyryl (Gundiajew).  
Tuż przed wypadkiem do metropolii karelskiej wpłynęła na władykę Ignacego skarga. Nadesłała ją jedna z parafii, która została zobowiązana do comiesięcznego wypłacania na rzecz Ignacego 90 tysięcy rubli podatku cerkiewnego [ok. 6,3 tys. złotych] i dodatkowo do zakupu towarów z diecezjalnego magazynu na sumę 60 tysięcy rubli [ok. 4,2 tys. zł]. Poddani biskupa byli niezadowoleni z tak wysokiej „kontrybucji”. Ów nieprzyjemny incydent zbiegł się w czasie z kupnem luksusowego samochodu – tego samego, którym Ignacy wyjechał pogościć się w Mordowii [sprawa wprowadzonych przez Ignacego drakońskich podatków, będących nie do udźwignięcia dla małej parafii, nie dotyczy bynajmniej owej jednej wspólnoty, która nota bene od lat zmaga się dodatkowo z nieukończoną budową cerkwi; ponadto na stosunek do biskupa nakłada się również problem czystek kadrowych w diecezji; więcej o sprawie po rosyjsku pod tym odnośnikiem: https://archive.is/mI0td]. 
Wypadek Ignacego został objęty śledztwem. Na początku za winowajcę uważano weterynarza Szczerbakowa, który znał się z Ignacym od wielu lat. Ich domy sąsiadowały ze sobą w tym czasie, gdy Ignacy służył w cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy. 30 kwietnia uczestnicy wypadku diametralnie zmieniają jednak swoje zeznania. Winę za spowodowanie katastrofy bierze na siebie młody towarzysz biskupa – Andriej Gorłanow… 
Dziennikarze portalu STOLICA-S postanowili odszukać Szczerbakowa, by wyjaśnić przyczyny, dla których wziął on początkowo winę na siebie. Z budynku lecznicy weterynaryjnej wyszła kobieta w białym kitlu i poinformowała ich, że kolegi nie ma w pracy. Zaparkowany obok służbowy samochód świadczył jednak o czymś zupełnie innym. Aleksiej jednak w pracy był. Między nim a dziennikarzami odbywa się następujący dialog: 
– No to kto ma w końcu problemy z pamięcią, Gorłanow czy pan? – pyta dziennikarka.
– Wychodzi, że ja… – odpowiada Szczerbakow – na początku byłem za kierownicą, a potem nie…
– A może za kierownicą siedział jednak władyka Ignacy?
– Może…
– Po co brał pan w takim razie na siebie czyjąś winę? Obiecano panu pieniądze?
– No tak… – przytakuje weterynarz.
– Czy to była duża suma?
– Bardzo…

Śledczy nie otrzymali zgody na przesłuchanie Jeleny Rumiancewej, w trakcie wypadku odniosła ona zbyt poważne rany. Kobieta jest niemal całkowicie sparaliżowana – porusza jedynie rękoma. Jej przyjaciółka Swietłana Niszniuczkina poprosiła lekarzy o wpuszczenie do Jeleny księdza – stan kobiety jest bowiem na tyle ciężki, że nie wiadomo nawet, czy przeżyje. Być może to sam Ignacy zdecydował się przeprowadzić spowiedź? Dobrze byłoby usłyszeć również wersję rannej, na razie jednak jest to niemożliwe.

Niedługo potem biskup razem z Gorłanowem pojawili się na posterunku policji. Ignacy chodził z kąta w kąt, nerwowo przebiegając palcami po czotkach. W odróżnieniu od władyki jego towarzysz był zupełnie spokojny. Władyka zostaje poproszony przez dziennikarzy o wyjaśnienie, kto w rzeczywistości spowodował wypadek. „Nie będę odpowiadał. Wszystko to nieprawda” – odpowiedział Ignacy uduchowionym głosem i zniknął w policyjnych korytarzach… Później jego towarzysz Gorłanow próbuje rzucić się na dziennikarkę i odebrać jej aparat fotograficzny. Na szczęście mu się to nie udaje.  „Bawicie się cudzym kosztem, a tak naprawdę trzeba się smucić!”– mówi Gorłanow z intonacją kaznodziei. – „Nie znacie praw!”– dodaje.  Jaka jest prawda Gorłanow jednak powiedzieć nie chce.

Pod wieczór tożsamość kierowcy odpowiedzialnego za wypadek znowu ulega zmianie. Władyka Ignacy decyduje się wyznać, że tak naprawdę to on siedział za kierownicą. Czy biskup zostanie postawiony w stan oskarżenia? Z uwagi na to, że w wyniku wypadku pasażer odniósł poważne rany, biskup mógłby zostać oskarżony z artykułu mówiącego o „pogwałceniu zasad ruchu drogowego, pociągającego za sobą nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Artykuł ten przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności. Ale nawet jeśli wysunięte zostanie takie oskarżenie i sprawa dojdzie do sądu, to najprawdopodobniej ranna w wypadku nie będzie mieć pretensji do winowajcy, nawet mimo złamania kręgosłupa. Na dodatek w dniu wypadku Ignacego nie badano na obecność alkoholu w organizmie. Oznacza to, iż ciężko będzie mu udowodnić tę obciążającą go okoliczność… A może wypadek ten będzie miał jakiś wpływ na karierę biskupa? Również i to jest mało prawdopodobne. Z reguły kapłana można pozbawić święceń, jeśli ten spowoduje wypadek śmiertelny…

Julia Iwanowa, 7 maja 2015
Oryginał artykułu wraz z fotografiami auta i uczestników wydarzeń znajduje się na portalu STOLICA-S pod adresem http://stolica-s.su/?p=7168

Orzeczenie Synodu Rosyjskiej Zagranicznej Cerkwi Prawosławnej z 1 grudnia 1984 odnośnie do kierowania samochodem przez kapłana
W związku z powstałą praktyką kierowania samochodem przez kapłanów, co zawsze związane jest z niebezpieczeństwem nieumyślnego spowodowania kalectwa bądź zabójstwa, Synod zwraca uwagę kapłanom na to, iż – zgodnie z kanonami – za każdy mimowolnie uczyniony poważny grzech, jak na przykład rozlanie św. Darów bądź nieumyślne zabójstwo, przewidziana jest epitymia aż do odsunięcia od sprawowania liturgii. Zasady takie ustanowione są z tego względu, iż choć wymienione przypadki zachodzą nieumyślnie, to jednak zawsze zsyłane są przez Boga ze względu na jakiś inny grzech, a za to właśnie przewidziana jest epitymia. Najwłaściwszym sposobem na uniknięcie tego rodzaju nieumyślnych nieszczęść jest czyste sumienie. Siadając za kierownicą kapłan powinien za każdym razem dawać Bogu obietnicę poprawy swojego życia.

Jak widać w sprzeczności z kanonami stoi więc nie tylko zabójstwo, ale nawet i przelanie krwi ludzkiej w rezultacie wypadku, nawet wtedy, gdy kierowca-kapłan jest niewinny. 
Jeśli zaś chodzi o biskupa (w tym wypadku Ignacego) i jest on winny wypadku, w którym przelana została krew i złamane zostało życie pasażerki, to z pewnością… 
…ależ skąd, sąd cerkiewny tego nie zauważy […]
28 kwietnia okaleczył człowieka, a już 1 maja, odpuściwszy sobie wszystkie grzechy, spokojnie służy i daje całować się po rączkach: 

„1 maja 2015 Jego Ekscelencja biskup kostomukszański i kiemski Ignacy koncelebrował liturgię z Najprzewielebniejszym Klimentem, biskupem krasnosłobodskim i temnikowskim w męskim monasterze Przemienienia Pańskiego w Krasnosłobodsku. Po zakończeniu liturgii arcypasterze wymienili się pozdrowieniami i przekazali parafianom arcypasterskie błogosławieństwo”.
/ Fragment komentarza diakona Kurajewa z 7 maja 2015; całość wypowiedzi znajduje się pod adresem http://diak-kuraev.livejournal.com/829478.html

Tłum. i oprac.: Krystian

image

image

image

image

image

image

image

image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s